REKLAMA
5.6 C
Siedlce
Reklama

Gdy seta grało się do piętnastu – przeczytaj najnowszy felieton Dariusza Kuziaka

Mieliśmy 10 albo 12 godzin wuefu tygodniowo. Na sali gimnastycznej spędzaliśmy każdego dnia dwie albo trzy godziny. Nazywało się to: klasa sportowa. Od sportu wolny był więc tylko jeden dzień. I tak już od piątej klasy. Były lata 70. Do szkoły chodziło się również w soboty. W ósmej klasie liczbę godzin trochę nam zmniejszyli. Nie samą piłką człowiek żyje, nawet młody. Do egzaminów do liceum też trzeba się przygotować.

Graliśmy w siatkówkę. Nie tylko w siatkówkę, ale przeważnie w siatkówkę. Podnosiliśmy, jak to się mówi, sportowy poziom polskiej siatkówki. Pracowaliśmy ciężko, żeby wygrywać. Ale nawet gdy mecz przegrywaliśmy, to przecież z tymi, którzy na treningach pracowali jeszcze ciężej. Oni z kolei przegrywali z lepszymi od siebie, którzy… I tak dalej.

Gdzieś na szczycie tej sięgającej siatkarskiego nieba narodowej piramidy była kadra prowadzona przez Huberta Wagnera. Nawet jeśli najlepsze lata miała za sobą, byli to wciąż mistrzowie świata i mistrzowie olimpijscy.

Do dziś ze wszystkich piłek świata piłka do siatkówki najbardziej pasuje mi do dłoni. Choć trzeba przyznać – oglądana na telewizyjnym ekranie w rękach Aleksandra Śliwki czy Wilfreda Leona wydaje się znacznie mniejsza. No cóż, to są dwumetrowe chłopy, a my byliśmy nastolatkami. Gdy odwiedziłem „Czwórkę” z okazji 100-lecia, szkolna sala sportowa również wydała mi się znacznie mniejsza niż przed laty. Mniejsza, a nawet powiem – skandalicznie mała. Zwłaszcza na dzisiejsze czasy tak postępowe oraz sprzyjające kulturze fizycznej dzieci i młodzieży.

Wspomnienia powyższe z lat szczenięcych ulały się ze mnie oczywiście nie bez powodu. Ulały się na okoliczność zdobycia przez polskich siatkarzy mistrzostwa Europy. Stało się to – zapiszmy dla pamięci – w ciepły sobotni wieczór 16 września. Następnego dnia z ziemi włoskiej do Polski przyleciał europejski puchar w towarzystwie kilkunastu złotych krążków zawieszonych na kilkunastu szyjach. Nad szyjami od ucha do ucha śmiały się głowy naszych reprezentantów. Srogi wzięli oni odwet na Italczykach za ubiegłoroczną porażkę w finale mistrzostw świata. Zwycięstwo na terenie przeciwnika smakuje podwójnie, a porażka na własnym boli dwa razy bardziej.

– Do zobaczenia w Paryżu! – rzucili zaczepnie na pożegnanie obciążeni srebrem Włosi. I tak zapewne będzie. Za rok znowu zmierzymy się na igrzyskach.

Taki wygrany finał, konstatuję, dobrze robi na duszę. Gdy w sobotni wieczór po finale szedłem ulicami, Siedlce wydały mi się ładniejsze.

Radością trzeba się dzielić. – Poryczałem się – wyznał przywołany telefonicznie przyjaciel z czasów siatkarskiej młodości. Nie trzeba było się wstydzić. Jak prawdziwy chłop płacze, to wiadomo – musi być święto.

7 KOMENTARZE
  1. Szkoda tylko, że Morawiecki nie obiecał złotym chłopakom premii, jak kopaczom za wyjście z grupy.

    Odpowiedz moderated
      • To tobie wszystko się kojarzy, jak docentowej z Kogel – Mogel ja przedstawiam fakty – chyba im nie zaprzeczysz?

        Fakty są takie, że beznadziejni kopacze zarabiają o wiele więcej niż nasze złote chłopaki, prawda jest taka, że nie dorastają im do pięt, prawda też jest taka, że Morawiecki obiecał polskiej reprezentacji w piłce nożnej premię w wysokości co najmniej 30 mln złotych za wyjście z grupy na mundialu w Katarze. Pieniądze te miały trafić bezpośrednio do zespołu – piłkarzy, trenera i członków sztabu.

        Prezes PZPN Cezary Kulesza potwierdził, że słyszał o premii od premiera.

        Tylko, jak piłkarze już kasę pomiędzy siebie dzielili – premier się z tej obietnicy wykręcił. I dobrze, ale szkoda, że nic do zaoferowania nie miał dla naszych mistrzów z Rzymu.

        Odpowiedz moderated
  2. Złoto w Montrealu miało podwójny smak; po pierwsze – złoty medal, a po drugie – zwycięstwo nad siatkarzami z ZSRR.
    Dziś – zwłaszcza ludziom młodym – trudno zrozumieć tę radość, tak samo jak radość po geście Kozakiewicza.

    Osobiście pamiętam, że mimo zaawansowanej ciąży siedziałam przed czarno białym ekranem telewizora kibicując naszym. Ta miłość do siatki pozostałą mi do dzisiaj: mimo podeszłego wieku nie odpuszczę żadnego meczu.

    Odpowiedz moderated

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Najczęściej czytane

Jest nowy prezydent Siedlec!

To już oficjalne: Tomasz Hapunowicz różnicą niemal 1700 głosów wygrał drugą turę wyborów.

Siedlce: ile procent Hapunowicz, ile Sitnik?

Znamy najświeższe wyniki głosowania w drugiej turze wyborów prezydenta miasta.

Po prostu źle trafiłem… – mówi o studiach na Collegium Humanum Wojciech Klepacki, wójt gminy Wodynie

- Mam dyplom MBA zdobyty w Collegium Humanum, ale nie zasiadam, i nigdy nie zasiadałem, w żadnej radzie nadzorczej zapewnia wójt gminy Wodynie, Wojciech Klepacki.

Andrzej Sitnik vs. Tomasz Hapunowicz – przedwyborcze starcie w programie „Prostu z Mazowsza”

Wczoraj (17 kwietnia) w programie TVP3 „Prostu z Mazowsza” odbyła się debata z udziałem kandydatów na prezydenta Siedlec - Andrzeja Sitnika i Tomasza Hapunowicza.

Uroczystości pogrzebowe śp. Marcina Bobryka

W sobotę, 20 kwietnia w Zbuczynie odbędą się uroczystości pogrzebowe śp. Marcina Bobryka, wieloletniego prezesa Wektry Zbuczyn.

W gminie Kotuń zacięta walka o drugą turę

O funkcję wójta gminy Kotuń ubiegało się trzech kandydatów. Każdy osiągnął ponad 30% poparcia.

Najczęściej komentowane