REKLAMA
20 C
Siedlce
Reklama

Brak szczerych chęci czy przekleństwo?

W PRL-u żadnej z polskich gwiazd piosenki nie udało się zrobić międzynarodowej kariery,
mimo że miały do tego predyspozycje.

W latach 90. XX w. Polskie Radio wyemitowało na antenie szlagier musicalowy w wykonaniu światowej gwiazdy muzyki pop. Zbigniew Wodecki zauważył wtedy: „Każdy, kto zachwycał się partią Evity w wykonaniu Madonny, powinien usłyszeć ten utwór w interpretacji Zdzisławy Sośnickiej. Różnica jest kolosalna. Problem w tym, że Madonna urodziła się w Bay City, a Sośnicka w Kaliszu”.

Czy dla rodzimych artystów fakt, że urodzili się w Polsce, był przekleństwem?

– To nie jest do końca tak, że polscy artyści nie mieli szansy na międzynarodowe kariery. Problem w tym, że ci z nich, którzy nastawiali się na zrobienie światowej kariery, najczęściej wcale nie byli wybitni – tłumaczy krytyk i publicysta Tomasz Raczek.– Natomiast tym polskim artystom, którzy mogliby ją zrobić, bo są wyjątkowi, oryginalni i nie kopiują wykonawców ze światowego topu, ta kariera wcale nie była potrzebna. Mieli inne priorytety.

Uwielbiam Zdzisławę Sośnicką. Zapowiadałem jej koncerty w czasach, gdy śpiewała „Somewhere” z musicalu „West Side Story” w sposób elektryzujący, moim zdaniem ciekawiej niż Barbra Streisand. Czy Zdzisława Sośnicka przejdzie do historii jako artystka znana wyłącznie w swoim kraju?

– No niezupełnie. Była też znana w „demoludach”, państwach dawne- go bloku wschodniego – zauważa Tomasz Raczek. – Jej kariera przypadała na czasy PRL-u. Polska nie potrafiła wtedy sama wypromować polskiego wykonawcy na Zachodzie. Ale też wcale nie było takich zamiarów. Skoro ma śpiewać za granicą, to po co my mamy w to wkładać pieniądze? To były dwa osobne światy, które się nie przecinały.

KIM BYŁ BEM, KIM NORWID? I O CZYM TA PIOSENKA?

Czesław Niemen dostał nagrodę amerykańskiego tygodnika „Billboard”. Niemena komplementowali mąż Dalidy Lucien Morisse, Bruno Coquatrix z Olympii, a gwiazda Hollywood Marlena Dietrich nagrała jego kompozycję „Czy mnie jeszcze pamiętasz”. Artysta nagrywał płyty we Francji i Włoszech. I co? Na tym najczęściej kończyły się sukcesy polskich artystów. Nikt nie mógł zrobić spektakularnej kariery za granicą, nie będąc osadzonym w tamtych realiach i środowisku oraz nie znając języka.

Dziennikarz muzyczny Dariusz Michalski mówi, że Niemen mógłby na świecie osiągnąć wiele, gdyby tylko chciał. Ale on niechętnie poddawał się regułom muzycznego rynku. Nie chciał iść w komercję, wolał koncentrować się na własnej twórczości i na polskich korzeniach literacko-muzycznych.

– Niemenem zainteresował się jeden z najważniejszych światowych koncernów płytowych, CBS. Dany mu był cały wachlarz możliwości, jaki stoi przed młodym artystą. I co zrobił Niemen? Spodziewano się, że będzie śpiewać najwyżej tak skomplikowane piosenki jak „Dziwny jest ten świat”, co w wykonaniu debiutanta amerykańska publiczność jeszcze by przełknęła. Ale on poszedł dalej: zaśpiewał „Bema pamięci żałobny rapsod” Norwida. Zaproponował to publiczności, która nie wiedziała, kim był Bem, kim był Norwid, i o czym jest ta piosenka. I po co Amerykanom taka trudna muzyka? To był błąd – ocenia Michalski.

Marek Gaszyński, autor tekstu przeboju „Sen o Warszawie”, mówił, że Czesław Niemen nie zamierzał ustępować i jego płyta musiała być taka, jaką on chciał, a nie taka, jaką pewnie chciałaby publiczność. Ale powodów niepowodzenia zagranicznej kariery Niemena było więcej. Przede wszystkim nie znał dobrze języka angielskiego. Prawdopodobnie zabrakło też pieniędzy na promocję oraz dobrego operatywnego menadżera.

– Międzynarodowe kariery? No cóż… – zastanawiał się Marek Gaszyński. Z Polaków udało się to chyba tylko dwóm kompozytorom, i to jeszcze przed czy w trakcie wojny Bronisławowi Kaperowi i Henrykowi Warsowi – przypominał.

I od razu zaznaczał, że ma na myśli wielkie kariery, a nie akcenty na miarę Michała Urbaniaka czy Urszuli Dudziak.

DAR, KTÓREGO NIE DAŁO SIĘ PRZELICZYĆ NA DOLARY

W czasach PRL-u polscy artyści zdobywali nagrody na największych festiwalach piosenkarskich na świecie: Anna German w San Remo, Zdzisława Sośnicka na Festiwalu Yamahy w Tokyo, Urszula Sipińska w Meksyku. Może dlatego, że wówczas bardziej niż kosztowny show liczył się piękny głos, a tych w biednym kraju nad Wisłą nie brakowało. To naturalny dar i nie da się go przeliczyć na dolary. Tylko co z tego, jeśli nie szła za tym żadna promocja? W 1972 r. na festiwalu piosenki w Meksyku stanęli obok siebie w szranki konkursowe Urszula Sipińska oraz uznawany dziś za ikonę światowej muzyki rozrywkowej Demis Roussos. Polka zdobyła nagrodę, a Roussos – nie. Ale to on zrobił światową karierę. Kiedy szwedzki zespół nagra wielki przebój w swoim kraju, automatycznie robi też karierę w Wielkiej Brytanii i krajach Beneluksu, a w najlepszym wypadku, jak Roxette, również w Stanach Zjednoczonych. Polski topowy artysta jest znany wyłącznie we własnym kraju.

W PRL-u żadnej z polskich gwiazd nie udało się zrobić międzynarodowej kariery, mimo że miały do tego predyspozycje. Na trochę zaistniały w danym kraju i wracały. W tamtym czasie promocja polskiej muzyki za granicą prawie nie istniała. Brakowało kompetencji, kontaktów, pieniędzy i przede wszystkim szczerych chęci.

Polscy artyści próbowali przebijać się na Zachodzie prywatnymi kanałami albo wyjeżdżali na koncerty do Stanów z Pagartem i grali dla Polonii. Ale poza popularnością wśród rodaków nic z tego nie wynikało. Takie koncerty w Stanach Zjednoczonych wyglądały różnie, ale do kraju zawsze wracało się w aureoli sławy i wielkich amerykańskich sukcesów. W Polsce i tak nikt nie mógł tego sprawdzić. „Zdarzyło się, że po imprezach w Nowym Jorku, New Britain i Chicago, czyli tam, gdzie zawsze była frekwencja, polonijny agent zawiadomił nas, że jego żona uciekła z pieniędzmi, które zarobiliśmy na dotychczasowych koncertach. Zostaliśmy bez środków do życia i musieliśmy wracać do Polski” – relacjonowała Irena Jarocka.

Innym razem znani polscy artyści trafili do przydrożnego motelu w Elisabeth, pełnego pluskiew i innego robactwa, który okazał się domem publicznym. Po tym incydencie musiał interweniować konsul z Nowego Jorku. Zespół Budka Suflera wielokrotnie koncertował za oceanem. Ale my tam nigdy nie jeździliśmy na zasadzie: „Dzień dobry, jesteśmy zespół z Mongolii, w Ułan Bator zapewniliśmy wszystkie stadiony, teraz chcemy rzucić na kolana Stany Zjednoczone”. Przecież to by było śmieszne. Wiedzieliśmy od początku, dla kogo gramy: dla Polonii, która zna nasze piosenki – tłumaczy Tomasz Zeliszewski, perkusista Budki Suflera.

BASIA NA ZASIŁKU

Andrzej Dąbrowski, wykonawca przeboju „Do zakochania jeden krok”, nie ma wątpliwości:

– Wyznacznikiem kariery są pieniądze. A co mogli zrobić polscy muzycy, których aktywność artystyczna przypadła na biedne lata PRL-u? Co to były za pieniądze? Nie ma nawet o czym mówić. Pan oczywiście tego nie pamięta. W 1959 r. grałem swój pierwszy koncert za granicą, w Wiedniu, z: Andrzejem Kurylewiczem, Wandą Warską i Ptaszynem Wróblewskim. Pojechaliśmy tam jako zespół jazzowy z kraju zza żelaznej kurtyny. Wtedy pierwszy raz w życiu kupiłem butelkę coca-coli (w 1902 roku – była już napojem nr 1 w Stanach Zjednoczonych). Pan wie, jaki dla Polaka był to rarytas?

Urszula Dudziak mówi, że na nic się zda celowanie w rynek zachodni, jeśli artysta mieszka w Polsce. Trzeba być tam, na miejscu, dowiadywać się, poznawać środowisko, zobaczyć, jak to wszystko funkcjonuje. Tak zrobiła Basia Trzetrzelewska. Pierwsze lata spędzone w Anglii wspominała jako najtrudniejszy okres w swoim życiu. Odwiedziła ją kiedyś mama i załamała ręce. Córka była na zasiłku dla bezrobotnych, a wszystkie ubrania, jakie wisiały w szafie, pochodziły z second handów. Ale to, co później osiągnęła, wynagrodziło wszystkie wcześniejsze niedostatki. Płyty Basi zaczęły sprzedawać się w milionowych nakładach w Azji (w Japonii, na Filipinach) i Stanach Zjednoczonych.

TOMASZ MARKIEWICZ

2 KOMENTARZE
  1. I ani słowa w tekście, ze to ustrój ograniczał, po prostu komuna i wiązane z tym uwarunkowania. Pieniądze szły na co innego.

    Odpowiedz moderated
  2. Tak na szybko… w weekend może uda się napisać więcej…

    NIemen… prewda jemu nie zależało…..

    SBB z NIemenem też znakomite koncerty prog.
    SBB samo też bardzo dobre recenzje, grali nie gorzej niż np. Yes. tylko promocja. tego nie było…. Nie mieli sprzętu. U nas też nie mieli łatwo… niektóre fakty wychodzą po latach.
    Rozmieniali się na drobne…. grali koncerty za grosze (ale zachodnie).
    Skrzek jakby chciał, to może by się wypromował, ale on twierdził, że jest z Polski i nie wyjedzie na dłużej…… ale grał długie trasy w Niemczech …

    Perfect. Ale wkoło jest wesoło – u nas hit, to samo po angielsku ….. totalna porażka Grzesio seplenił…

    Podobnie Maanam….. próbowali, ale nie da się polskiego hitu przetłumaczyć na angielski, zaśpiewać i zagrać…. To musi napisać angol i zespół musi to czuć…. nikt tego do końca nie próbował…

    Chęci miał każdy, ale wytrwałości, cierpliwości i odpowiedniego wsparcia zabrakło….

    Albo chęci… Niemen był najbliżej…. Ale mu specjalnie nie zależało….. był sobą

    Odpowiedz moderated

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Najczęściej czytane

Listonosze w Siedlcach: – Zarabiamy poniżej najniższej krajowej

W całej Polsce do 10.00 trwa strajk ostrzegawczy pracowników Poczty Polskiej.

Hapunowicz: – Nie chciałem upokorzyć pani Komar

Prezydent Siedlec odniósł się do emocji wywołanych przez odwołanie prezes PEC-u.

Siedlce: starosta Tchórzewski przewodniczącym rady nadzorczej PEC

Pod rządami Tomasza Hapunowicza siedleckie Przedsiębiorstwo Energetyczne zyskało nie tylko nowego prezesa.

Wypadek śmiertelny na DK2 (aktualizacja)

Na drodze krajowej nr 2 zderzyły się dwa samochody osobowe.

Siedlecki Budżet Obywatelski rozstrzygnięty! które projekty zostaną zrealizowane?

21 projektów będzie zrealizowanych w ramach najnowszej edycji Budżetu Obywatelskiego w Siedlcach.

Zderzenie w Wiśniewie

W Wiśniewie zderzyły się dwa samochody osobowe. Jeden z nich się zapalił.

Najczęściej komentowane