REKLAMA
27.5 C
Siedlce
Reklama

Pani Kazimiera Krzymowska ma 100 lat (zdjęcia+filmy)

Recepta na długowieczność? – Moja dewiza to nie przejadać się i pracować. Po pracy jest miły wypoczynek. Jak nic się nie robi, to jest ogromna nuda.

Uroczystość urodzinowa pani Kazimiery odbyła się w świetlicy wiejskiej w Ujrzanowie. Najbliżsi złożyli najwspanialsze życzenia, do których dołączyli się przybyli na uroczystość urzędnicy.

Było 200 lat, toast z lampką szampana i jubileuszowy tort ze świeczkami, które Jubilatka zdmuchnęła myśląc sobie życzenie.

Jubilatka w prezencie otrzymała kosz, a w nim 100 herbacianych róż. Wnuk Jubilatki uświetnił uroczystość wygrywając na akordeonie ulubione melodie babci. Pani Kazimiera ma dwoje dzieci, sześcioro wnucząt i sześcioro prawnucząt.

Wspomnienia pani Kazimiery

Pani Kazimiera ma wspaniałą pamięć. Powiedziała piękny patriotyczny wiersz i opowiedziała o swojej młodości.

Pani Kazimiera Krzymowska z d. Major ma 100 lat. Urodziła się 12 maja 1924 r. Obecnie mieszka w Ujrzanowie, dokąd przeprowadziła się po wyjściu za mąż. Pochodzi z Krześlinka. – Jak wyprzedwali dwór to mój dziadek kupił ziemię i ja tam spędziła dzieciństwo i młodość – mówi pani Kazimiera.

– Moja młodość to była wojna, to nie była młodość taka, jak dzisiejszej młodzieży, że mają rozrywki, wycieczki, wyjazdy, co kto chce i korzysta z życia. Myśmy tego nie mieli, myśmy żyli bardzo skromnie, całe nasze pokolenie. W gronie przyjaciół, trzy, cztery pary, w takim mieszkanku, słuchaliśmy płyt z patefonu i się potańczyło kilka tańców i taka była nasza rozrywka.

100 lat to piękny wiek, ale Jubilatka doskonale pamięta szczegóły z lat dzieciństwa i młodości, choć jej młodość zabrała wojna.

– Za czasów okupacji z siostrą nocowałyśmy w skrytce przed łapankami. Zrobili nam podwójną ściankę w budynku gospodarczym. Tam zmieścił się tylko siennik  – wspomina.

– Spałyśmy tam całe lato. Brat spał w stodole na sianie. Jak było, czyste wieczorowe powietrze to słyszeliśmy echa wybuchów, myśleliśmy, że front się do nas zbliża, a to było Powstanie Warszawskie. Nic o nim nie wiedzieliśmy. Gdy front przyszedł do nas, to wszyscy dwa tygodnie siedzieliśmy na polu, w ziemniakach, nikt do domu nie wracał, konie chodziły całe noce na łące. Jedynie krowy i świnie stały w chlewach i tylko ojciec chodził je obrządzać. – Krześlin przechodził z rąk do rąk, to Niemcy, to Ruskie, nawet księdza pocisk zabił… Gdy pocisków spadało mniej, to wprowadziliśmy się do sąsiada. Miał dom w polu, tam nie było wojska. W moim rodzinnym domu zrobiono szpital polowy i wówczas zobaczyliśmy krwawe żniwo wojny, robiło to ogromne wrażenie. Ruscy żołnierze przyjechali w nocy, rannych zdejmowali z wozów i na noszach w kuchni i na ganku ustawiali. U nas operowali wszystkich rannych, a po operacji ich na słomę do sąsiada wynosili. Takie młode chłopaki… i ten zapach krwi… A który umarł to pod stodołę na bale wynosili… potem samochód zabierał ciała. Zapytałam lekarzy, czy można patrzeć na operację. Pozwolili. Dali fartuchy mi i bratu i patrzyliśmy.

Pani Kazimiera chciała być lekarzem, ale zapytana o swoje marzenia powiedziała, że nie miała marzeń… – nie miałam możliwości ich spełnić. Tylko się pomyślało… ale trzeba było pracować na ziemi. Jak już zwijali ten szpital, to jeden z lekarzy powiedział, że powinnam zostać lekarzem i że on zabierze mnie do Gruzji. Powiedział mi, że Gruzja jest taka piękna. Zapytałam, że skoro tam tak pięknie, to po co tu przyjechali. Wtedy on bardzo się zdenerwował i powiedział, że przyszli Germańca wypędzić.

W jej domu mieszkali też polscy oficerowie. Pamięta, jak jej mama smażyła im jajecznicę. Podczas bombardowania w 1939 r. zginęło kilku żołnierzy, którzy pochowani zostali na przykościelnym placu w Krześlinie. Jubilatka wspomina też, że w Krześlinie stacjonował generał Konstanty Rokossowski. – Mówili, że to był syn kolejarza, a to był generał ruskiej armii. Komunistyczny rząd ogłosił go marszałkiem Polski. Całą wieś wtedy wysiedlili. Były szlabany na drogach wjazdowych do wsi, żołnierze pilnowali. Dwa tygodnie tam mieszkał. Potem mieszkańcy wrócili do swoich domów.

– Po wojnie naszą rozrywką były konkursy dobrego czytania książki. Dostawaliśmy książkę, trzeba było ją przeczytać i napisać wypracowanie. Potem przyjeżdżał profesor i ktoś z miasta i oceniali. Pierwszą książką był „Janko Muzykant” potem już poważniejsza, gruba „Wierzby nad Sekwaną”… To była wiosna, na polu ogrom pracy, ale jak wszyscy poszli spać zapalałam naftową lampę, czytałam i pisałam. Było też kółko teatralne, które prowadziła żona nauczyciela. Przez pół roku mieliśmy próby. Potem przedstawienie. Wystawialiśmy „Pana Jowialskiego”. Przyjechał profesor z Prusa, pan Kwiecień i cała elita wsi… Ale mi zależało jedynie na pochwale od ojca. Grałam szambelanową. W tej roli było dużo francuszczyzny. Nikt z nauczycieli francuskiego nie umiał. Ale we wsi obok, w Rzeszotkowie jedna kobieta znała francuski. Wszystko mi rozpisała, jak się czyta. Uczono też jak trzeba usiąść, jak ustawić nogi… prawą nogę trzeba lekko wysunąć do przodu… dzisiaj się z tego śmieję… mówi z uśmiechem pani Kazimiera. – Takie to było nasze życie towarzyskie. A z przedstawieniami wyjeżdżaliśmy do innych wsi, a zarobione pieniądze przeznaczaliśmy na remont szkoły w Krześlinie. Na kościół też dawaliśmy.

Jako dziecko wychowywana była rygorystycznie, ale ojciec bardzo ją kochał, a ona nigdy żadnej pracy mu nie odmówiła. Kazał pracować, to pracowała. Czytała jemu również książki. Bracia kształcili się w Siedlcach, ona nie miała takiej możliwości. Gdy miała 24 lata, zmarła jej mama, a ona musiała przejąć obowiązki gospodyni. Kiedy wychodziła za mąż, to ojciec bardzo płakał. Całe życie ciężko pracowała. – Ciężkie czasy były, ale wspominam je z rozrzewnieniem. Lubiłam pokonywać trudności, miałam z tego satysfakcję.

Pani Kazimiera oprócz wspomnień w sercu, pieczołowicie przechowuje te namacalne, w postaci zdjęć, listów i pamiątek. Jej album to wspaniała lekcja historii.

Recepta na długowieczność? – Moja dewiza to nie przejadać się i pracować. Po pracy jest miły wypoczynek. Jak nic się nie robi, to jest ogromna nuda.

Pani Kazimiera w domu wszystko robi sama, gotuje, pali w piecu, sprząta cały dom. – Tylko już nie z rękami w górze, bo jest mi wtedy ciężko – stwierdza.

Nasza Jubilatka to prawdziwa dama. Drobnej figury, wspaniała ciepła kobieta. Mimo doświadczonej życiem przemiłej buzi w oczach jej widać wciąż młodzieńczy blask. Intelektualistka ze światłym umysłem i ogromnym sercem do ludzi, do zwierząt i roślin. Chodziła na szkolenia ogrodnicze, miała 50 inspektów. Jeszcze do zeszłego roku zajmowała się ogrodem.

Pani Kazimiera stwierdza, że teraz ludzie są bardziej egoistyczni. – Każdy sobie rzepkę skrobie. Dawniej wszyscy spotykali się, można było porozmawiać, była pomoc sąsiedzka, którą ogromnie się ceni. Dzisiaj tylko telewizja, telefony,  ludzie nie potrafią ze sobą rozmawiać.

4 KOMENTARZE
  1. 1 na 100000 Polaków, zamiast mieć przyzwoitą gdy kondycja lepsza

    Odpowiedz moderated
  2. Gdyby na moją “setkę” jakikolwiek urzędas miałby robić z tego faktu festiwal żenady to już wolałbym umrzeć zawczasu.

    Jubilatce oczywiście życzę 120 lat (ciekawostka do sprawdzenia, ile lat żyli “najdłużej ludzi” pomijając te biblijne bajki o +600 lat vs kalendarz und słońce).
    Cała reszta, wraz ze zdjęciami przyszła zrobić sobie polityczne zdjęcie ku uciesze wyborcom. Sztuczne życzenia, sztuczne uśmiechy… Czy może być coś bardziej żałosnego? Taka “akceptowalna” metoda na wnuczka.

    Brakuje jedynie szampana, fajerwerków i sutego prosiaka na stole… W rzeczywistości to współczuję totalnie kobiecie, że musiała robić dobrą minę do złej gry, ale wyszła z klasą niż reszta pospólstwa intelektualnego, którzy przyszli po to by POKAZAĆ SIĘ i POROBIĆ sobie zdjęcia z jubilatką, w myśl punktom procentowym.

    PS.
    Idę po “setkę”…

    Odpowiedz moderated

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Najczęściej czytane

Wybuch gazu w bloku na I piętrze. Z mieszkania wypadło okno i część ściany

Na osiedlu ul. Stacyjna w Garwolinie w bloku na...

Łuków: Nie żyje adwokat Łukasz Jończyk. Trwa zbiórka na pomoc rodzinie

Łukasz Jończyk zginął 10 lipca w wypadku drogowym. Tego...

Samochód przewrócił się na dach, a drugi na bok

12 lipca po godz. 17 policjanci otrzymali zgłoszenie o...

Siedlce: Upadek z wysokości

Podczas prac budowlanych przy ul. Konarskiego w Siedlcach doszło...

Zostawiła gotujące się jedzenie na kuchence. Interweniowali strażacy

Wczoraj (16 lipca) w jednym z mieszkań przy ul....

Wypadek w Czepielinie (aktualizacja)

Po godz. 15 w Czepielinie (gm. Mordy) doszło do zderzenia dwóch samochodów.

Najczęściej komentowane

Najnowsze informacje