Reklama

Chora osoba pracuje przy zbiorze pieczarek. Wszyscy na to kichają

Praca w pieczarkarniach to temat rzeka sam w sobie. Pani Agnieszka przekonała się o tym na własnej skórze, można powiedzieć, niemal dosłownie. Interweniowała w sprawie jednej z pracownic, która od dłuższego czasu była chora.

Kichała, prychała, narażając inne osoby i pracując przecież przy produkcji żywności. Pieczarki często konsumuje się surowe, a jeśli ktoś na nie nieustannie kicha...

Pani Agnieszka zwracała na to uwagę najpierw chorej koleżance, potem także właścicielce pieczarkarni. Bez efektu. Uznała więc, że powinna podjąć interwencję w Sanepidzie. Była pewna, że ta instytucja natychmiast zareaguje, ale się zawiodła.

– Koleżanka już od około 3 tygodni jest chora – mówi pani Agnieszka. – Kicha i prycha na wszystkie strony, na inne osoby, na zbierane i pakowane pieczarki. A pracuje na jednej hali z kilkunastoma osobami. Przecież ona nas zaraża. Dwie kolejne osoby są już chore. Tylko patrzeć, jak zarażą się kolejne. Przecież wszędzie trąbią, że jest epidemia grypy. A nie wiem, czy takie „zakichane” pieczarki, które natychmiast trafiają do sklepów i są też jedzone na surowo, wyjdą klientom na zdrowie. Myślę, że nie, choć nie jestem specjalistą epidemiologiem.

Reklama

NIEZRĘCZNA SYTUACJA

Pani Agnieszka jest zwykłą pracownicą, ciężko pracującą przy zbiorze pieczarek. Ale tylko ona postanowiła działać.

– Najpierw zwróciłam uwagę chorej koleżance, żeby poszła do lekarza i na zwolnienie. To nie było łatwe, zwracać komuś uwagę, dla mnie to wyjątkowo niezręczna sytuacja. Koleżanka odpowiedziała, że nie jestem kompetentna do wysyłania jej do lekarza. Nic nie mogłam zrobić. Ona nie tylko z nami pracuje, ale także codziennie dowozi małym busem pracowników do pieczarkarni. Oczywiście nie ma maseczki. Włącza jeszcze nawiew powietrza i to wszystko roznosi się po całym samochodzie.

Reklama

Kolejnym krokiem było powiadomienie właścicielki pieczarkarni, która najprawdopodobniej i tak wiedziała, że jedna z kobiet jest chora. Tego nie dało się ukryć.

– Widać było, że właścicielka nie jest zadowolona z faktu, że ją proszę o działanie. I oczywiście niczego nie zrobiła. Powiedziała tylko, że nie ma drugiego kierowcy, który by chorą koleżankę zastąpił.

Wyszło na to, że szefowa kicha na to, że chora pracownica kicha na pieczarki, które za chwilę pojadą do klientów...

„KOMPETENTNA” PORADA

Reklama

Pracownica była bezradna, ale konsekwentna. 19 stycznia zadzwoniła do siedleckiego Sanepidu.

Pełna treść artykułu dostępna jest w papierowym i e-wydaniu „TS” nr 5

O realiach pracy w pieczarkarniach przeczytacie w rozmowie naszego dziennikarza Zbigniewa Juśkiewicza z jedną z pracownic podsiedleckiej pieczarkarni - Praca w pieczarkarni - jeden wielki czarny rynek..

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości