17 stycznia na warszawskim Cmentarzu Bródnowskim pożegnano Zygmunta Chłopka, ostatniego, lub na pewno jednego z ostatnich, byłego więźnia Karnego Obozu Pracy Treblinka I. Miał 96 lat. Zmarł 31 grudnia 2021 r.
– Przez wiele lat był gościem honorowym wrześniowych uroczystości na terenie muzeum. Jego relacje stanowią cenne źródło wiedzy historycznej. Jego nieoczekiwana śmierć jest ogromną stratą – pożegnała Zygmunta Chłopka dyrekcja Muzeum w Treblince.
Z SIEDLEC PRZEZ WARSZAWĘ I ROGÓW...
Zygmunt Chłopek urodził się w Siedlcach w 1925 r. Jako czternastolatek z przeszkoleniem wojskowym (Centrum Wyszkolenia Piechoty w Rembertowie) brał udział w obronie Warszawy we wrześniu 1939 roku. W czasie okupacji, zagrożony aresztowaniem, ukrywał się na terenie powiatu sokołowskiego. m.in. w Skrzeszewie i Rogowie. 9 czerwca 1943 roku został zatrzymany w Rogowie (gm. Repki).
– Pamiętam ten dobrze rozpoczynający się piękny czerwcowy poranek. Wyszedłem za stodołę gospodarza, u którego mieszkałem, żeby jak co dzień odetchnąć pełną piersią świeżym, czystym powietrzem i nasycić wzrok urokiem powstającego poranka. Wtem usłyszałem słowa: ,,Wracaj do domu, nie wychodź i czekaj na dalsze zarządzenia. W przeciwnym razie będziemy strzelać” – wspominał później. Jego relacja została opublikowana w książce Edwarda Kopówki i ks. Pawła Rytla-Andrianika: „Dam im imię na wieki”.
– Po pewnym czasie przez wieś przejechał samochód, z którego przez głośnik nakazano wszystkim mężczyznom udać się przed miejscowy kościół, ostrzegając jednocześnie, że
ukrywający się będą rozstrzelani na miejscu. Miałem przy sobie wystawioną – przez firmę w której ostatnio pracowałem – ,,in blanco” kartę urlopową, którą szybko uzupełniłem, wpisując swoje dane personalne i termin urlopu, i tak przezornie zabezpieczony wyszedłem, kierując się wraz z innymi mieszkańcami w kierunku kościoła. W pobliżu miejsca zbiórki stało kilku żandarmów, granatowy policjant i sołtys wsi Rogów, który stwierdzał, czy przechodząca osoba jest mieszkańcem Rogowa. Kiedy podszedłem, powiedział, że ja nie jestem stałym mieszkańcem Rogowa i że przyjechałem tu z Warszawy na urlop. Na potwierdzenie tych słów pokazałam swoją kenkartę oraz fikcyjną kartę urlopową. Jeden z żandarmów kazał mi opróżnić kieszenie i rozpoczął osobistą rewizję, w czasie której w górnej kieszonce znalazł pudełko po papierosach, gdzie miałem kilka zdjęć rodzinnych. Na nieszczęście pudełko to było po francuskich papierosach. Nastąpiło natychmiastowe przesłuchanie, tak słowne, jak i ręczne. Dostałem kilka siarczystych uderzeń w twarz oraz cios w plecy, zadany kolbą lub może nogą. Padło słowo „bandit”, a moja karta urlopowa porwana na strzępy legła u moich stóp.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!