reklama

Stasiek, daruj życie...

Siedlce

Krzysztof Mazur 0000-00-00 00:00:00 liczba odsłon: 8775
Jan Grabowski

Jan Grabowski

rozmowa z prof. Janem Grabowskim, historykiem z University of Ottawa (Kanada), specjalistą od historii Zagłady Żydów

reklama

- Panie Profesorze, niemiecki tygodnik „Der Spiegel” postawił tezę, że liczba zamordowanych podczas wojny Żydów byłaby mniejsza, gdyby hitlerowców nie wsparli zwykli obywatele - w tym polscy chłopi. Część elit politycznych uznała tę sugestię za potwarz i kłamstwo. 
- Myślę, że ta irytacja była jedynie próbą zbicia kapitału politycznego na resentymentach wobec Niemców, bo w tym artykule nie ma w zasadzie nic nowego. Podniesione w nim tezy są obecne w historiografii od jakichś trzydziestu lat. Litwini i Łotysze nie zaprzeczają skali własnego uczestnictwa w Zagładzie. U nas to ciągle bardzo bolesny punkt - choć niezwykle ważne i oczyszczające były debaty nad książkami Jana T. Grossa. Wielu Polaków z najwyższą niechęcią patrzy na badaczy sugerujących, że w czasie okupacji nie wszyscy nasi rodacy zachowywali się nobliwie i szlachetnie. A przecież postawa cząstki naszego społeczeństwa miała wspólny mianownik z polityką okupanta, a była nim głęboka, zadawniona i szczera niechęć do Żydów. Niestety, u niektórych powszechna dość postawa obojętności wobec eksterminacji Żydów weszła w fazę współdziałania. Jako historyk staram się postępować niezwykle ostrożnie z wartościowaniem postaw ludzkich, szczególnie przy omawianiu tak skrajnie trudnego okresu, jakim była okupacja. Sam przecież nie wiem, jak zachowałbym się, gdyby w 1942 r. przyszedł do mnie przerażony Żyd proszący o chleb i schronienie dla swojej rodziny. Czy umiałbym narazić własną rodzinę na śmierć, aby ratować obcego? Nie potępiam więc tych, którzy nie byli zdolni przekroczyć granicy lęku. Natomiast szukam granicy pomiędzy obojętnością (nieprzyjemną, ale zrozumiałą) a aktywnym prześladowaniem systematycznie mordowanej społeczności żydowskiej. 

- Czy skala aktywnej współpracy z okupantem uprawnia tezę o jej „istotnym wpływie na liczbę zamordowanych Żydów w Polsce”? 
- Sądzę, że bez współudziału Polaków Niemcy uczyniliby prawie tyle samo niegodziwości. Lecz właśnie o to „prawie” idzie spór. Aktualnie badam losy Żydów, którzy zbiegli z gett i próbowali ratować się ucieczką do lasu, do zaprzyjaźnionych chłopów z „aryjskiej strony”. Nie chodzi mi o Żydów, których z likwidowanych gett w Siedlcach, Kałuszynie czy Sokołowie kierowano wprost do Treblinki. Tu udział Polaków ograniczał się do obstawiania trasy przemarszu przez strażaków i granatowych policjantów. Sprawa zmienia się, gdy mówimy o dziesięciu procentach Żydów-zbiegów. Czytałem setki stron relacji dotyczących Podlasia - szczególnie przejmujące są te, które dotyczą okresu po czerwcu 1942 r. 

- To jakaś szczególna cezura? 
- Wtedy zaczął się - określenie to jest okrutne, ale prawdziwe - „sezon polowań na Żydów”, którym udało się unieść głowę z niemieckich pogromów. Niestety, tropili ich, wydawali w ręce okupanta, a czasem i mordowali chłopi. Z dokumentacji niemieckiej znam co najmniej kilkaset przypadków kolaboracji z okupantem. Żandarmeria w Sokołowie Podlaskim wydawała chętnym Polakom (podkreślam: chętnym!) zezwolenia na rewidowanie obejść w poszukiwaniu ukrywających się Żydów. Ten pomysł wziął się stąd, że Niemcy nie potrafili odróżnić Polaka od Żyda, jeśli nie był on w jarmułce, z pejsami i w chałacie. Nie wyczuwali różnicy w akcencie. A Kowalski z Sokołowa nie dość, że rozróżniał akcent, to jeszcze dobrze znał rodziny Cohenów i Goldblumów, bo lata cale mieszkał obok nich. O zgrozo, ostatnich Żydów wydawano Niemcom w lipcu 1944 r. - tuż przed wkroczeniem Armii Czerwonej! Reasumując: „Spiegel” miał rację twierdząc, że jakaś część Żydów mogłaby przeżyć wojnę, gdyby nie zostali schwytani przez, podkreślam, marginalną grupę Polaków kierujących się chciwością. 

- Jak odnosiła się do nich społeczność lokalna - przecież „szmalcownicy” nie byli anonimowi? 
- Niestety, na ten niecny proceder było przyzwolenie społeczne. Owszem, „szmalcownika” nie dawano za przykład do naśladowania, ale też nie piętnowano. Warto tu przywołać relację pewnego nauczyciela z Łukowa. Stanisław Żemiński w tych słowach opisywał likwidację Żydów w Łukowie i w okolicy: „dla mnie tragizm powiększyło to, że w zbrodni tej pławili się nie tylko sami Niemcy i sprowadzeni siepacze ukraińscy czy łotewscy, że brała w tym udział nasza kochana policja, bo wiadomo, że to zwierzęta, ale brali w tym udział Polacy – cywile na ochotnika, a więc „łapacze” z Arbeitsamtu i przygodni amatorzy. W Trzebieszowie, w poniedziałek jakaś straż obywatelska, miejscowi chłopi wartujący w nocy przed napadami bandyckimi, dostali rozkaz wyłapania wszystkich Żydów w Trzebieszowie i odstawienia ich do Łukowa. Otoczono całą wieś i rozpoczęło się polowanie. Wywlekano Żydów, łapano ich na polach, po łąkach. Jeszcze strzały grzmią, a już nasze hieny czatują, co ukraść się da po Żydach. Jeszcze trupy Żydów nie ostygły, a już płyną podania o domy żydowskie, o sklepy, o warsztaty czy kawałek ziemi pozostałej. W dniu 5 listopada przejeżdżam przez wieś Siedliska. Wstępuję do Spółdzielni. Chłopi kupują kosy. Sklepowa mówi: „przydadzą się wam na dzisiejszą obławę”. Pytam, na jaką obławę, „a na Żydów”, zapytałem, „a ile płacą za schwytanego Żyda” - kłopotliwe milczenie. „Tropiciele” gromadnie ruszyli w lasy za zbiegami licząc na obiecane przez Niemców zyski: wódkę, cukier, kartofle, naftę, ale też rzeczy osobiste pojmanych. Do tej akcji ludzie zgłosili się sami, przez nikogo nie przymuszani i nie zastraszeni”. I jeszcze jedno. Zdumiewa mnie, że w żadnej ze znanych mi relacji nie ma wzmianki o reakcji księdza proboszcza na niegodziwości parafian, o których nie mógł nie wiedzieć. I tak jak znane są chwalebne przypadki ukrywania dzieci żydowskich w klasztorach, tak nie natrafiłem - powtarzam to z naciskiem - na choćby jedno wspomnienie, aby kapłan potępił ludzi mordujących Żydów... Do rozsądku próbowali przemawiać aptekarze, nauczyciele, komendanci straży ochotniczych - z ambon nie popłynęły słowa przygany... 

- Nikczemność jest ponadnarodowa. Niemcom wysługiwała się znienawidzona przez Żydów, bo okrutna policja żydowska, pilnująca porządku w gettach... 
- Tylko że o nich się mówi głośno - zresztą ogromna większość żydowskich policjantów zginęła w komorach gazowych. Współcześni Żydzi biją się za nich w piersi i mówią o rozlanym przez nich oceanie łez. Tyle tylko że kim innym jest współpracujący z Gestapo Żyd mający nadzieję na uratowanie życie swego lub bliskich (choć to nie usprawiedliwia nikczemności jego czynów), a kim innym osoba dobrowolnie i dla osobistej korzyści wydająca Żydów okupantom... I jeszcze jedno... Drażni nas opinia obecna wśród amerykańskich (ale nie tylko) Żydów, że Polacy są „genetycznymi antysemitami”. A przecież ona wzięła się właśnie z lat 1942-1944, gdy po lasach snuły się niedobitki żydowskie tropione przez małą, wyzutą z sumienia grupę chciwców. Ci z Żydów, którzy przeżyli i wyjechali na Zachód, mówili o tym, co widzieli: Niemcy mordowali masowo, Polacy - „detalicznie”. I było to tym bardziej okrutne i bolesne, że zabójcami nie byli najeźdźcy, okupanci, ale swoi, osoby znane z imienia i nazwiska. Mordowani nie prosili: Nicht schiessen!, oni błagali: Stasiek, daruj życie! To zostawia głębokie rany... 

- Ale też to Polacy mają najwięcej drzewek w ogrodzie Yad Vashem... 
- Tym większa cześć tym, którzy odważyli się pomóc Żydom w tamtych realiach. Przecież ci bohaterowie nie tyle bali się żandarmów, co sąsiadów, którzy za worek kartofli, za spodnie ściągnięte z żydowskiego trupa lub za sto papierosów gotowi byli zadenuncjować ich Niemcom. Nie ma narodów moralnie czystych, bez żadnej winy. Oświecony patriotyzm buduje się na poczuciu własnych triumfów, ale i świadomości swych słabości. Wskazanie ich i uznanie winy własnej oczyszcza, pozwala wysoko nosić głowę. Nie zmusza do krzyku mającego zagłuszyć wyrzut sumienia, gdy ktoś za nas mówi o naszych grzechach. Jak chora jest sytuacja lęku przed przyjęciem prawdy, dowodzą badania etnologiczne, podczas których respondenci wskazują brzózki czy bagienka, pod którymi lub w których ich sąsiedzi (bo nie oni!) zakopali lub utopili Żydów, by zagarnąć ich mniejsze czy większe dobra... Ale ta wiedza nie jest przedmiotem debat społeczności lokalnych - choćby okolic Dobrego czy Prostyni. Oni żyją z nią, przekazują innym. Ta wiedza ich nie uwiera, nie dręczy! Sądzę, że najwyższy już czas, by mówić o podłościach głośno, by z jednej strony jeszcze wyżej nosić głowę chlubiąc się bohaterstwem naszych przodków, z drugiej zaś umieć pochylić ją ze wstydu za tych, co bohaterami nie byli. W każdym narodzie wciągniętym w wir wojny był margines kanalii... 

- Czego zatem boją się pomstujący na „Spiegla” - przecież prawda wyzwala? 
- Ten krzyk jest skutkiem kalekiego patriotyzmu, jaki wpajano nam w szkole, że okres okupacji to czas apoteozy naszego bohaterstwa, a wszystko to w aurze niepokalaności tego wizerunku. Powtarzam, skazy nie niszczą całości obrazu, przeciwnie - uwydatniają to, co w nim szlachetne, piękne, bohaterskie... 

- Dziękuję za rozmowę.

Komentarze (4)

Komentarz został dodany

Twój komentarz będzie widoczny dopiero po zatwierdzeniu przez administratora

Dodanie komentarza wiąże się z akceptacją regulaminu

  • najstarsze

  • najnowsze

  • popularne

reklama
reklama
reklama
Klauzula informacyjna
Szanowny Użytkowniku

Wydawnicza Spółdzielnia Pracy „Stopka” zaktualizowała swoją Politykę Prywatności. Portal tygodniksiedlecki.com używa cookies (ciasteczek), aby zapewnić jak najlepszą obsługę naszej strony internetowej. Wydawnicza Spółdzielnia Pracy „Stopka” i jej Zaufani Partnerzy używają plików cookies, aby wyświetlać swoim użytkownikom najbardziej dopasowane do nich oferty i reklamy. Korzystanie z naszego serwisu oznacza to, że nie masz nic przeciwko otrzymywaniu wszystkich plików cookies z naszej strony internetowej, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Można zmienić ustawienia w przeglądarce tak, aby nie pobierała ona ciasteczek.