reklama

Szukam rodzeństwa...

Mazowsze

Mariola Zaczyńska 2020-08-02 07:58:48 liczba odsłon: 19565

Piotrek i Karolina w dzieciństwie

Dwadzieścia lat temu opisywaliśmy w „TS” trudny proces o adopcję dzieci do Francji. Dziś Karolina szuka swego rodzeństwa, które zostało w Polsce. Odezwała się do nas.

reklama

Karolinka i Piotruś trafili do siedleckiej Wioski Dziecięcej SOS. Ona miała niecałe 5 lat, jej brat był o 3 lata młodszy. Jednak w wyniku administracyjnego błędu rodzeństwo zostało równocześnie zakwalifikowane do zagranicznej adopcji. I przyjechali po nie Francuzi...

To był głośny proces. Po dwóch stronach stanęl – wioskowa mama Jola i małżeństwo z Francji. Przedstawicielka Wiosek Dziecięcych SOS wyjaśniała: – Gwarantujemy kobietom, które decydują się spędzić całe swoje życie z osieroconymi dziećmi, że nikt im tych dzieci nie odbierze. Że mogą bez obaw pokochać je i tworzyć dom. Podobnie obiecujemy dzieciom, że to już ich ostatnie miejsce tułaczki, że tu mogą budować nowy bezpieczny świat. Jeśli teraz te dzieci zostaną odebrane wioskowej mamie, zburzymy wszystkim tę pewność.

Mama Jola nawiązała już więź z dziećmi. Ale francuskie małżeństwo również. Sąd zezwolił im bowiem na wizyty u dzieci, w obecności psychologa. I zdarzyło się, że pani psycholog musiała wyjść z pokoju, by ukryć łzy wzruszenia, gdy mały Piotruś rzucił się w ramiona niedoszłego ojca z okrzykiem „tato!”.

– To rodzeństwo ma szansę na życie w rodzinie – przekonywała psycholog. W pełnej rodzinie z kochającymi ludźmi. Na życie „na zawsze”, a nie do „usamodzielnienia się”, jak to mówi regulamin Wioski. Odnoszę wrażenie, że jest to proces pomiędzy rodziną a instytucją. Widziałam wzruszonego mężczyznę, który drżącym głosem mówił, że po prostu kocha te dzieci i zrobi wszystko, aby były szczęśliwe. A z drugiej strony adwokat mówił o paragrafach i regulaminach...

Rodzina zwyciężyła

Zapewne też dlatego, że kandydaci na rodziców z Francji byli dobrze przygotowani do adopcji. Chętnie opowiadali o sobie. Poznali się w Afryce. Ona uczyła w liceum języka francuskiego, on jako nauczyciel odrabiał służbę wojskową. Ona po roku wyjechała na staż do Rumunii. Odwiedzali się, pokonując trasę Francja- Rumunia, aż nabrali pewności, że chcą być razem. Przyszła mama pracowała w żłobku i w całodobowym ośrodku dla dzieci trudnych.

– A co wiem o moich biologicznych rodzicach? O takich ludziach mówi się „patologia”. Alkohol i zaniedbane dzieci... Moja biologiczna mama zmarła na przełomie 2012 i 2013 roku – mówi Karolina. – Z dokumentów adopcyjnych wiem też, że miałam starsze rodzeństwo. Siostra Agnieszka powinna mieć teraz 41 lat, brat Marcin – 39, Paweł – 38, Kasia – 34, a Adam – 32. Ja mam 25 lat. W tamtym życiu mieszkaliśmy w Żyrardowie. Ale nic nie pamiętam z tego okresu. Byłam za mała.

Karolinka i Piotruś wyjechali do Francji... Adaptacja w nowym kraju nie była jednak łatwa.

– Z perspektywy dorosłej osoby wiem, że ta adopcja to było najlepsze, co mogło nas spotkać – mówi z namysłem Karolina. – Ale z perspektywy pięcioletniego dziecka to był koszmar. Wielki szok, trauma. Inny kraj, inny język, inne jedzenie... I obcy ludzie wokół. A potem szkoła... Dzieci nie zaakceptowały nas. Nie mówiliśmy po francusku. I wiem, że byliśmy wtedy dla naszych rodziców straszni. Byliśmy tyranami. Nie wiedzieliśmy, co to miłość, co to rodzina... Trudno było do nas dotrzeć. Byłam nieufna. Do dziś nie ufam nikomu. A rodzice cały czas mówili, że nas kochają... I kochali, to prawda.

Sami w tłumie

Gdy Karolina miała 10 lat, urodziła się jej siostra, Eliza.

– Mama adoptowała nas, bo nie mogła mieć dzieci. Ale po latach zaszła w ciążę. Podobno tak często się dzieje. To tak, jakby tę ciążę zawdzięczała nam.

Eliza zawsze była najlepszą uczennicą, oni ciągnęli się w ogonie. I wiecznie sami w tłumie. Inni. Piotr do dziś nie ma kolegów. Całe dnie spędza w domu.

– Kiedyś, gdy się pokłóciłyśmy, Eliza wykrzyczała: Ty nie jesteś prawdziwą córką mamy! Bardzo zabolało. Odparłam jedynie, że nie prosiłam, by mnie brali. Teraz nasze relacje są lepsze, ale w dzieciństwie było trudno. Czułam, że jestem inaczej traktowana przez mamę. Czy jestem zazdrosna o Elizę? Teraz, gdy pytasz, uświadamiam sobie, że tak. Eliza jest jej córeczką. Jestem zazdrosna. Kocham bardzo rodziców. Ale cały czas oskarżam się, że nie byłam taka wymarzona. Nie byłam jak Eliza. Mam wobec nich dług, bo gdyby nie oni, nie wiem, gdzie bym była. Wiecznie udowadniam, że nie popełnili błędu, adoptując nas. Nie zrozum mnie źle, oni nie wymagają ode mnie tej ciągłej mobilizacji. To tkwi we mnie. Głęboko.

Karolina skończyła szkołę handlową. Bez matury. Pracowała jako ekspedientka w butiku, ale też w restauracjach, w barach. Miała 20 lat, gdy wyprowadziła się z domu i zamieszkała z chłopakiem.

 – Relacje z mamą polepszyły się, bo był dystans. Ona ciągle chciała mnie kontrolować, ja lubię niezależność. Nikt nie może mi mówić, co mam robić. Cały czas udowadniała, że da sobie radę.

Zrobiła kurs i została instruktorem nauki jazdy. We Francji to niełatwe zadanie, to naprawdę coś!

– Jestem kobietą instruktorem. To piękny zawód. I bardzo odpowiedzialny. Uczę kogoś „od A do Z”. Mam poczucie, że nie jestem osobą, która jest nic niewarta!

Piotr nie skończył szkoły podstawowej. Jeszcze próbował swych sił, ucząc się zawodu piekarza, ale przerwał naukę.

– On był młodszy, więc pewnie jeszcze gorzej przeżywał ten koszmar z dzieciństwa – tłumaczy Karolina. – Teraz ma 22 lata, ale nadal jest synkiem mamusi. Mama mu gotuje, pierze, a on tylko gra na komputerze. Nawet nie myśli o związku, o dziewczynach. On nigdy nie opuści mamy.

Karolina nie założyła rodziny. Jej partnerzy są zazwyczaj dużo starsi od niej. Dobrze wie, że to spadek po trudnym dzieciństwie, mimo że jej adopcyjny ojciec to cudowny człowiek, który dał jej dużo miłości.

– Mam w sobie ból. Czy ma on swoje korzenie w dzieciństwie? Może tak. Chcę go uleczyć. Chcę poznać rodzeństwo.

Nazywam się Karolina Mazurek

Karolina nie ma żadnych wspomnień z Polski. Nie rozumie ani słowa w tym języku, choć w nim mówiła. Niedawno lekarz powiedział jej: dopóki nie poznasz swojej przeszłości, nie pójdziesz w życiu do przodu...

Przed Bożym Narodzeniem zapisała się na forum Polaków we Francji. Poprosiła, aby ktoś jej przetłumaczył artykuł z polskiej gazety, z „TygodnikaSiedleckiego”. Przetłumaczyła go Ewa. Nowa przyjaciółka zadzwoniła do USC w Żyrardowie. Bo to tam urodziła się Karolina, tam mieszkali jej rodzice. Udało się ustalić adres Marcina. Przebywał w domu opieki społecznej. Trafił tam, gdy miał 18 lat, czyli w czasie, kiedy Karolinę i Piotra adoptowano.

– Zadzwoniłyśmy do domu opieki – opowiada Ewa. – Opiekunka poprosiła Marcina do telefonu. A dla niego czas się zatrzymał. Pytał bez przerwy: „Karolcia? Karolcia? A gdzie Piotruś?”. Przemawiał do niej jak do malutkiego dziecka. Ale przecież taką ją pamiętał. W pewnym momencie powiedział: „Byliście tacy głodni... Karmiłem was. Żebrałem, żeby coś dla was kupić... W domu nie było co jeść”.

Łzy ciekły nam po twarzy

Marcin nie ma telefonu, więc na smartfona jego opiekunki Ewa wysłała zdjęcia Karoliny i Piotra.

– Ty masz włosy jak mamusia! – wykrzyknął.

Całował zdjęcie

Co się dzieje z resztą rodzeństwa? Ewie udało się ustalić, że jeden z braci trafił do rodziny zastępczej, drugi przebywał w ośrodku dla niedowidzących, ale wszechobecne RODO nie ułatwia poszukiwań. Do najstarszej siostry, która wyszła za mąż, USC wysłał wiadomość, że poszukuje jej Karolina. Ale siostra nie odpowiedziała. Nikły ślad się urwał.

– Czy ona nie chce mnie poznać? – zastanawia się Karolina. – Ja bym bardzo chciała! I tak bardzo bym chciała, żeby mieli dobre życie. Wiem, że moja biologiczna mama nas zaniedbywała. Jednak mówię sobie: moja mama piła, ale urodziła piękną dziewczynkę, która nigdy nie wzięła alkoholu do ust.

Karolina wysyła do świata wiadomość: Nazywam się Karolina Mazurek. Urodziłam się w Żyrardowie. Szukam starszego rodzeństwa. Proszę, odezwijcie się!

Jeżeli ten artykuł dotrze do rodzeństwa Karoliny, i jeśli wyrażą zgodę na spotkanie, prosimy o kontakt: m.zaczynska@ siedlecki.pl, tel. 508 266 912. Mariola Zaczyńska

 

W galerii znajdziecie skany archiwalnych artykułów w „TS” na temat adopcji Karoliny i Piotrka.

Komentarze (8)

Komentarz został dodany

Twój komentarz będzie widoczny dopiero po zatwierdzeniu przez administratora

Dodanie komentarza wiąże się z akceptacją regulaminu

  • najstarsze

  • najnowsze

  • popularne

reklama
Klauzula informacyjna
Szanowny Użytkowniku

Wydawnicza Spółdzielnia Pracy „Stopka” zaktualizowała swoją Politykę Prywatności. Portal tygodniksiedlecki.com używa cookies (ciasteczek), aby zapewnić jak najlepszą obsługę naszej strony internetowej. Wydawnicza Spółdzielnia Pracy „Stopka” i jej Zaufani Partnerzy używają plików cookies, aby wyświetlać swoim użytkownikom najbardziej dopasowane do nich oferty i reklamy. Korzystanie z naszego serwisu oznacza to, że nie masz nic przeciwko otrzymywaniu wszystkich plików cookies z naszej strony internetowej, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Można zmienić ustawienia w przeglądarce tak, aby nie pobierała ona ciasteczek.