reklama

Kiedyś to się na święta czekało, ech!....

Łosice, Stare Szpaki

Milena Celińska 2019-12-24 09:16:01 liczba odsłon: 3747
Franciszek Mazuruk fot. MC

Franciszek Mazuruk fot. MC

Franciszek Mazuruk powita w tym roku na święta Bożego Narodzenia po raz setny!

reklama

- Kiedyś było lepiej, bez porównania lepiej. Teraz co to jest za śledź? Kiedyś to był śledź: słony, tłusty - wspomina Franciszek Mazuruk, mieszkaniec wioski Stare Szpaki. - A teraz? Co to za śledź, co w beczce w ryżawej wodzie się moczy?

Tegoroczne święta pan Franciszek będzie obchodził po raz... setny. Może niezbyt dokładnie pamięta, jak spędzał je w latach 80. czy 90., ale potrafi dokładnie odtworzyć czasy dzieciństwa i młodości.

- Przed świętami każdy świnię bił, szykował mięso i wędliny. Ale wtedy to była świnia. Ważyła co najmniej 9 pudów. Bo mięsa świni nie przeliczało się na kilogramy, tylko na pudy. Jakie to mięsko miało smak! I te wędlinki. Ach!... A dzisiaj, co to za mięso, co to za słonina? To smaku nie ma, jak i ten śledź.

A śledź królował na wigilijnym stole, przyrządzany na różne sposoby.

- Kto tam jadł karpia na święta? Chyba nikt.

Na wigilijnym stole musiało stać 12 potraw, choć panowała bieda.

- Nie było może prezentów, ale na stołach było bardziej bogato niż teraz. Ubieraliśmy choinkę, ale nie wieszało się tyle błyskotek. Bo ich nie mieliśmy. Wieszało się świeczki, czasem łańcuchy z papieru albo słomy. Niektórzy wieszali orzechy i jabłka.

W czasie wojny ulubiony śledź był trudny do zdobycia. Zastępowano go inną rybą, często karpiem. Pan Franciszek miał 20 lat, gdy wybuchła wojna.

- Wtedy sobie myślałem, że jak mnie złapią, to wywiozą na roboty do Niemca. A jak się ożenię, to zostanę. Ożeniłem się więc i z rodzinnych Nowych Szpak przyszedłem tutaj, do Starych Szpak. Rodzice żony już nie żyli, była sama.

Pan Franciszek nie pamięta dokładnie ich pierwszych świąt. Jak one wyglądały w czasie okupacji. Ale jeden szczegół utkwił mu w pamięci.

- We wsi byli Niemcy, stacjonowali tutaj, bo szykowali się na Bug. Robili drogę, by mogły przejechać nią czołgi. Ludzie pod strachem bili świnie na święta. Po cichu wbijali nóż w świnie, żeby nie kwiczała i sama się wykrwawiła. A jak ją opalali, to ktoś stał na czatach, żeby Niemcy nic nie zobaczyli. Raz Niemcy przyłapali sąsiada. Na szczęście to nie byli żołnierze, tylko kompania robocza. Nic nie zrobili, nawet powiedzieli, że można było tę świnię odstrzelić, żeby się nie męczyła.

W dzieciństwie na Boże Narodzenie czekało się z utęsknieniem. A to dlatego, że wszystkich obowiązywał ścisły post. Jadło się chleb z olejem.

- Do 7 roku życia pozwalano mi w niedzielę zjeść trochę mięsa. Ale gdy przystąpiłem do komunii świętej, to o mięsie w poście mogłem tylko pomarzyć. I tak marzyłem: „Och, jak ja bym zjadł kawałek mięsa”. Wtedy mama na dwór mnie wyganiała, żebym się bawił i nie myślał o głupotach. Bo w poście nawet myślenie o mięsie było grzechem. I dlatego tak się czekało na święta z utęsknieniem.

Franciszek Mazuruk do dziś pamięta smak oleju lnianego, który mieszkańcy Starych Szpak sami wytwarzali.

- Brało się nasiona lnu i szło się do kuźni, bo miejscowy kowal zrobił specjalne beczki i prasy. Mieliło się nasiona, potem podgrzewało nad ogniem. Jak poszła para, to się wyrzucało wszystko na prasę, a przez płótno odlewało się olej. I jadło się go z pysznym pachnącym chlebem pytlowym.

Stulatek nie ukrywa, że chętnie wróciłby do lat dzieciństwa.

 - Ale tak, żeby mi się wiek cofnął. Te 100 lat przeleciało nie wiadomo kiedy i jak. Jakby człowiek jednymi drzwiami wszedł, a drugimi wyszedł. Dziesięć lat temu ostatni raz poszedłem na pielgrzymkę do Leśnej i jeszcze młodych goniłem, żeby żwawiej szli. Co roku chodziłem 20 km na piechotę do Matki Boskiej.

Raz, gdy szedł do Leśnej, jedna pani dała mu chleb, by w ofierze zaniósł Matce Boskiej.

– Myślałem, że po drodze dadzą mi jeszcze kiełbasy. A tu nic. Tylko suchy chleb. No ale zaniosłem go w całości. Nie wiedziałem, co z nim zrobić, to dałem ministrantom. Pewnie oni go zjedli.

Pan Franciszek tryska humorem i dowcipem. Mówi, że jest zakochany. Składa ręce na piersi i wyjaśnia:

– Jestem zakochany sam w sobie.

Wciąż jest aktywny. Tak jak kiedyś, gdy był młody, tak i teraz pomaga w kościele. Codziennie.

- Odkąd pamiętam, zawsze rano otwierałem kościół, pomagałem proboszczom. Ilu ich było? A kto by to liczył. Zawsze, jak zmieniał się proboszcz, to każdemu z nich chciałem oddać klucze od kościoła, ale jakoś żaden się nie upominał o nie. Wstaję rano, koło trzeciej albo czwartej. Modlę się, poleżę trochę i o szóstej idę otworzyć kościół na mszę. Ostatnio zabłądziłem, bo była mgła. I tak sobie idę, idę, i nagle myślę: gdzie ja jestem? – śmieje się.

Według niego, dobry humor i kontakt z ludźmi to recepta na długowieczność.

- Zawsze byłem szczęśliwy i lubiłem przebywać z ludźmi. A dzisiaj każdy się zamknie w chałupie, siądzie przed telewizorem i się gapi, i gapi... Kiedyś chodziliśmy pod sklep spółdzielczy, siadało się na workach ze zbożem i się rozmawiało, aż sklep zamknęli. Wszystko było dobre, zdrowe. Chleb pachniał, śledź był tłusty, a ludzie byli sobie życzliwi. Było biedniej, ale lepiej. Była więź między ludźmi. Dzisiaj więzi nie ma, a ludzie niczego nie cenią.

Pan Franciszek cieszy się z każdego kolejnego przeżytego dnia. Zdrowie mu dopisuje. Pierwszy raz do lekarza poszedł, jak miał ponad 60 lat.

- Musiałem, bo potrzebowałam papierek do renty. Okazało się, że w przychodni w Kornicy nie ma mojej karty, bo nigdy wcześniej u lekarza nie byłem. Lekarz się mnie zapytał: Co mam panu napisać? A ja mu: „A pisz pan, co chcesz”. Całe życie leczyłem się sam. Jedną rękę złamałem, potem drugą. I co? Deskę się przyłożyło, obwiązało i ręka jest. Działają obie. Nie chodziłem do lekarza, bo po co? Zresztą mam takie powiedzenie: kto pieniążki ma, temu doktor służy, a kto ich nie ma, żyje dłużej...

Komentarze (10)

Komentarz został dodany

Twój komentarz będzie widoczny dopiero po zatwierdzeniu przez administratora

Dodanie komentarza wiąże się z akceptacją regulaminu

  • najstarsze

  • najnowsze

  • popularne

reklama
reklama
Klauzula informacyjna
Szanowny Użytkowniku

Wydawnicza Spółdzielnia Pracy „Stopka” zaktualizowała swoją Politykę Prywatności. Portal tygodniksiedlecki.com używa cookies (ciasteczek), aby zapewnić jak najlepszą obsługę naszej strony internetowej. Wydawnicza Spółdzielnia Pracy „Stopka” i jej Zaufani Partnerzy używają plików cookies, aby wyświetlać swoim użytkownikom najbardziej dopasowane do nich oferty i reklamy. Korzystanie z naszego serwisu oznacza to, że nie masz nic przeciwko otrzymywaniu wszystkich plików cookies z naszej strony internetowej, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Można zmienić ustawienia w przeglądarce tak, aby nie pobierała ona ciasteczek.