reklama

Moja Wielkanoc na Malcie

Mazowsze

Agnieszka Kondracka 2019-04-21 08:19:07 liczba odsłon: 852

Procesja w Valettcie

Piesek maltańczyk, powieść kryminalna „Sokół maltański”, Zakon Kawalerów Maltańskich – z tym kojarzyła mi się Malta. Ale wiedziałam, że stolica - Valletta jest ciekawym miastem.

reklama

A że miałam wolny tydzień ferii wielkanocnych, postanowiłam spędzić wiosenne święta w jednym z najmniejszych państw świata. I nie żałowałam!

Kraj leży na archipelagu wysp na Morzu Śródziemnym. Oprócz największej wyspy, Malty, w skład państwa wchodzą dwie mniejsze – Gozo i Comino oraz kilka malutkich.

FENICJANIE, ARABOWIE, BRYTYJCZYCY

Cywilizacja na Malcie zaczęła rozwijać się ponad 7000 tys. lat temu, a ruiny świątyń megalitycznych (ok. 3600 roku p.n.e.) na Gozo są resztkami najstarszych budynków na świecie, starszych niż piramidy egipskie!

Ze względu na strategiczne położenie, wyspy maltańskie wielokrotnie przechodziły z rąk do rąk. Były pod panowaniem Fenicjan i Kartaginy, starożytnego Rzymu, Arabów, Królestwa Sycylii, Zakonu Kawalerów Maltańskich (joannitów) oraz Wielkiej Brytanii.

Duży wpływ na rozwój miejscowej kultury wywarli Arabowie, którzy rządzili tu prawie 200 lat. Język maltański jest spokrewniony z arabskim. Początkowo był tylko językiem mówionym, potem zapisywano go alfabetem arabskim. Łacińskim - dopiero od XV w.

Kraj przeżywał swój złoty okres pod panowaniem joannitów, którzy otrzymali wyspy w lenno w 1530 r. Po odparciu ataków Imperium Osmańskiego wybudowali Vallettę – i rozwijali architekturę. Wpędził ich Napoleon. Ale wkrótce Maltę zajęli Brytyjczycy i panowali tu od 1800 r. aż do uzyskania przez ten mały kraj niepodległości w 1964 r. W czasie II wojny światowej wyspa była bardzo ważną bazą brytyjską.

Obecnie Malta jest członkiem Unii Europejskiej, dominująca religia w kraju to katolicyzm.

PROCESJA W VALLETCIE

Odwiedziłam Maltę pewien czas temu, jeszcze zanim to państwo stało się pożądanym celem wypraw turystycznych. Ale już wtedy zauważyłam dbałość o gości - niedrogie (ale dobre) hoteliki, uczynność i pomoc w uzyskiwaniu informacji, ułatwione faktem, że wszyscy Maltańczycy mówią po angielsku (to drugi język urzędowy).

Przyleciałam do Valletty w Wielki Czwartek. Pierwszy spacer po mieście - zachwycające wąskie uliczki, piękny widok na port i stare fortyfikacje. Chcąc zaplanować zwiedzanie na następny dzień, zasięgnęłam „języka” w recepcji hotelowej. Zaskoczyła mnie odpowiedź: „Och, jutro wszystko zamknięte!” Jak to?” Bo jest procesja!” „Procesja?” „No, wielkopiątkowa! Proszę iść i obejrzeć!”. Wysłuchałam tego z lekkim niedowierzaniem, bo w Polsce tradycje procesji wielkopostnych nie były jeszcze wtedy tak rozpowszechnione.

Następnego ranka zauważyłam tłumy pieszych, którzy wędrowali bocznymi uliczkami w stronę głównej ulicy. Ruszyłam za nimi. Udało mi się stanąć blisko krawężnika. Wyciągnęłam aparat fotograficzny. Po dłużącym się oczekiwaniu usłyszałam zbliżający się łomot werbli; w tłumie padły okrzyki „Idą, idą!” .

W oddali pokazał się oddział mężczyzn w mundurach, chyba wojskowych. Wybijali na werblach regularny, marszowy rytm. Za nimi szła grupa mężczyzn w białych, długich szatach. Otaczali wielki, drewniany krzyż, niesiony przez jednego z nich. Dalej kilkanaścioro dzieci, też w białych strojach. Dzieci niosły małe krzyże. Pojawiły się też wielkie drewniane platformy, dźwigane na ramionach przez kilkunastu młodzieńców, w białych szatach i chustach na głowach. A na platformach figury wielkości człowieka (a może i wyższe), przedstawiające wydarzenia Wielkiego Tygodnia i sceny Drogi Krzyżowej. Otaczający je wierni odmawiali modlitwy.

Pomiędzy platformami maszerowały dzieci w mundurkach szkolnych lub kostiumach; niesiono sztandary kościelne i kolejne krzyże. Szły grupy mężczyzn w strojach żołnierzy rzymskich, grupy przedstawiające sceny ze Starego Testamentu – rozpoznałam Mojżesza z tablicami dziesięciu przykazań. Potem znowu orkiestra – tym razem dęta. I kolejne sceny rodzajowe – kapłani żydowscy, wielmoże z żonami, w otoczeniu gwardii i dworzan, pasterze w skórach, z kijami pasterskimi, a z nimi chłopczyk, prowadzący żywą kózkę! I znów Rzymianie, sztandary, krzyże…

Ale największe wrażenie wywarła na mnie grupa pokutników – kilkudziesięciu mężczyzn w białych szatach, z głowami szczelnie okrytymi białymi, szpiczastymi kapturami z wycięciem na oczy. Nieśli krzyże, a nogi w kostkach mieli oplecione łańcuchami.

Procesja trwała ponad trzy godziny! Potem dowiedziałam się, że biorą w niej udział wszystkie parafie - wierni wychodzą z kościołów i dołączają do procesji na głównej ulicy. Po procesji tłum rozszedł się w ciszy - Wielki Piątek to dzień smutku, wierni odwiedzają kościoły, aby ucałować stopy figury Chrystusa na krzyżu; przestrzega się ścisłego postu.

Wesoła jest dopiero Wielka Niedziela. Znowu widziałam kilka orkiestr, tym razem wygrywały skoczne melodie. A dzieci niosły do kościoła wielkanocne ciasto, choć nie odbywało się święcenie żywności, jak u nas w Wielką Sobotę.

ŚWIĄTECZNE ZWIEDZANIE

Valletta ma bardzo dużo zabytków. Wpisano ją na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Święta nieco pokrzyżowały mi plany zwiedzania – większość miejsc była zamknięta.

W Wielką Sobotę udało mi się jednak wejść do pałacu Wielkiego Mistrza Zakonu Kawalerów Maltańskich. Pałac nie jest zbyt stary (wszak Vallettę zaczęto budować w 1566 r.), ale naprawdę wspaniały! Był otwarty bardzo krótko, więc pospiesznie przechodziłam przez sale. Więcej czasu udało mi się poświęcić na oglądanie zbrojowni. Zbroje rycerzy i koni, unikatowe egzemplarze broni białej przyciągają wzrok.

W niedzielę zajrzałam do konkatedry św. Jana. Surowa fasada skrywa wnętrze, zachwycające barokowym przepychem i licznymi dziełami sztuki. Znajduje się tam najsłynniejszy maltański obraz „Ścięcie Jana Chrzciciela”, namalowany przez Caravaggia.

W poniedziałek popłynęłam na wyspę Gozo, by obejrzeć ruiny świątyń megalitycznych. Gdyby nie świadomość ich wieku, nie zrobiłyby na mnie wielkiego wrażenia... Oczywiście (!) spóźniłam się na rejsowy stateczek. Na szczęście okazało się, że mieszkańcy pływają często do Valletty własnymi motorówkami i udało mi się zabrać z uczynnym miejscowym.

A we wtorek musiałam już pożegnać Maltę…

Komentarze (0)

Komentarz został dodany

Twój komentarz będzie widoczny dopiero po zatwierdzeniu przez administratora

Dodanie komentarza wiąże się z akceptacją regulaminu

reklama
Klauzula informacyjna
Szanowny Użytkowniku

Wydawnicza Spółdzielnia Pracy „Stopka” zaktualizowała swoją Politykę Prywatności. Portal tygodniksiedlecki.com używa cookies (ciasteczek), aby zapewnić jak najlepszą obsługę naszej strony internetowej. Wydawnicza Spółdzielnia Pracy „Stopka” i jej Zaufani Partnerzy używają plików cookies, aby wyświetlać swoim użytkownikom najbardziej dopasowane do nich oferty i reklamy. Korzystanie z naszego serwisu oznacza to, że nie masz nic przeciwko otrzymywaniu wszystkich plików cookies z naszej strony internetowej, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Można zmienić ustawienia w przeglądarce tak, aby nie pobierała ona ciasteczek.