reklama

Adam potrzebuje nóg

Siedlce

Justyna Janusz 2019-03-29 11:53:52 liczba odsłon: 10752
Adam Fierasiewicz fot. Aga Król

Adam Fierasiewicz fot. Aga Król

Sam wyczołgał się ze zmiażdżonego samochodu. Kierowca i pasażerowie uciekli.

reklama

Obudził się po dwóch dniach w szpitalu w Warszawie. Chciał wstać. Okazało się, że nie ma nóg. Zostały zmiażdżone, ich amputacja była konieczna, by ratować jego życie. Jego historia to opowieść o wielkim harcie ducha, odwadze i marzeniach. Chce teraz spełnić największe – uzbierać na elektroniczne protezy.

W chwili wypadku Adam miał 16 lat. Skończył gimnazjum, marzył o zawodzie elektromechanika samochodowego. Dostał się do szkoły i na praktyki w warsztacie. W wakacje spotkał się z kolegami na osiedlu. Wsiadł do auta nieznajomego chłopaka, kumpla kolegi. Mieli się tylko przejechać po osiedlu. Na Romanówce wypadli z łuku drogi. Adam siedział z tyłu, za kierowcą.

– W teoretycznie najbezpieczniejszym miejscu – mówi jego mama, Anna Fierasiewicz.

Adam miał 192 cm wzrostu. W samochodzie zawsze musiał podkulać nogi, inaczej by się nie zmieścił. Podczas wypadku jego nogi zmiażdżyło. Trzem pasażerom i kierowcy nic się nie stało. Wszyscy uciekli z miejsca wypadku. Kierowcę po jakimś czasie zatrzymała policja. Okazało się, że był pijany. Został skazany, siedział w więzieniu.

Amputacja zmiażdżonych nóg Adama była operacją ratującą życie. Stracił mnóstwo krwi. Z wypadku nie pamięta nic. Tylko to, że kiedy się obudził po operacji, chciał wstać, ale nie mógł. Życie aktywnego i uprawiającego sport chłopaka legło w gruzach.

Rodzice przystosowali dom dla syna, który miał jeździć na wózku, ale bali się o jego psychikę. Znaleźli w Siedlcach mężczyznę, który też przeszedł podwójną amputację. Marcin odwiedził Adama jeszcze w szpitalu, przekonywał, że bez nóg można aktywnie żyć.

– Ale Marcin ma kolana – powtarzał Adam, pewny, że jest w gorszej sytuacji.

Marzenia o warsztacie samochodowym trzeba było odłożyć.

– W dwóch siedleckich szkołach odmówiono przyjęcia Adama, ale dyrektor „Samochodówki” przyjął nas z otwartymi rękami – mówi pani Anna. – Zapewnił, że zrobi wszystko, żeby Adam się u niego uczył. I zrobił.

Przez pierwszy rok Adam miał nauczanie indywidualne w domu, potem do szkoły jeździł na wózku.

– Ale ja wiedziałam, że nie może jeździć na nim cały czas, bo po kilku latach by nie wstał i nie miał szans na chodzenie – mówi jego mama.

Rodzice szukali przez internet osób w podobnej sytuacji. Kilkaset kilometrów od Siedlec, w Rybniku, znaleźli Bartka, mężczyznę po wysokiej amputacji amputacji. Wsadzili Adama do samochodu i zawieźli na Śląsk. Liczyli, że syn uwierzy, iż da się funkcjonować po takim wypadku. I uwierzył. Bartek zmobilizował Adama.

Bartek miał elektroniczne protezy, inne od sztywnych, refundowanych przez NFZ. Umieszczony w nich komputer pamięta ruchy ciała, a chód wygląda naturalnie. W protezach z NFZ 20-minutowy spacer to jak dla zdrowego człowieka przebiegnięcie maratonu, a w elektronicznych można chodzić cały dzień.

W tej chwili Adam ma tzw. stabisy, czyli krótkie protezy, w których uczył się chodzić. Przygotowują do chodzenia w protezach modularnych – z elektronicznym stawem kolanowym.

– Początkowo bałam się, jak Adam będzie się czuł w tych krótkich protezach pod spojrzeniami ludzi – przyznaje mama. – Ale stwierdził, że to problem ludzi, nie jego.

Adam jeździ na nartach i pływa na desce. Filmiki wrzuca na Facebooka. Zauważył je Randy, Amerykanin, który zajmuje się pomocą dla osób po amputacjach, głównie amerykańskim żołnierzom, którzy stracili nogi w czasie służby. Randy zaprosił Adama na dwutygodniowy obóz rehabilitacyjny do USA. Postawił warunek – Adam musiał całkowicie odstawić wózek.

– Nie jesteś sparaliżowany – powtarzał. – Wielu ludzi marzy o tym, żeby chodzić chociaż w protezach. Ty możesz to zrobić!

Już w najbliższych dniach Adam wylatuje do Stanów. Tam będzie chodził w najnowszych elektronicznych protezach, niedostępnych w Polsce ze względu na cenę – ponad 800 tys. zł. To wymarzone „nogi” Adama. W tej chwili zbiera pieniądze na protezy za ponad 300 tys. zł. Część otrzymał od Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, część z ubezpieczenia, wypłaconego po wypadku. Ma też konto, na które można wpłacać 1% podatku i darowizny. Do tych protez Adamowi brakuje już... „tylko” 40 tys. zł.

Możemy pomóc Adamowi zebrać pieniądze na protezy. Wystarczy wpłacić pieniądze na konto Fundacji Avalon: 62 1600 1286 0003 0031 8642 6001 z dopiskiem Fierasiewicz 5404. Można również wpłacić 1% podatku na jego rzecz (KRS 0000270809,  Fierasiewcz, 5404)

Komentarze (14)

Komentarz został dodany

Twój komentarz będzie widoczny dopiero po zatwierdzeniu przez administratora

Dodanie komentarza wiąże się z akceptacją regulaminu

  • najstarsze

  • najnowsze

  • popularne

reklama
Klauzula informacyjna
Szanowny Użytkowniku

Wydawnicza Spółdzielnia Pracy „Stopka” zaktualizowała swoją Politykę Prywatności. Portal tygodniksiedlecki.com używa cookies (ciasteczek), aby zapewnić jak najlepszą obsługę naszej strony internetowej. Wydawnicza Spółdzielnia Pracy „Stopka” i jej Zaufani Partnerzy używają plików cookies, aby wyświetlać swoim użytkownikom najbardziej dopasowane do nich oferty i reklamy. Korzystanie z naszego serwisu oznacza to, że nie masz nic przeciwko otrzymywaniu wszystkich plików cookies z naszej strony internetowej, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Można zmienić ustawienia w przeglądarce tak, aby nie pobierała ona ciasteczek.