reklama

Kolacje przyprawione uczuciem

Mazowsze, Lubelszczyna

Paweł Świerczewski 2019-02-14 08:13:43 liczba odsłon: 3628
Ania i Kamil fot. Aga Król

Ania i Kamil fot. Aga Król

8 lutego nasze zakochane pary spędziły czas romantycznie na wykwintnych kolacjach, wygranych w konkursie walentynkowym.

reklama

Zakochanych ugościły: Hotel i Restauracja Janusz, Hotel Villa Park, Hotel i Restauracja Kamienica, Wersal Siedlecki, Hotel i Restauracja Aleksandria oraz Ośrodek Miód Lawenda w Biardach. My też tam byliśmy! Każda z par podzieliła się swoją historią. Nie spodziewaliśmy się, że są one tak ciekawe, wręcz wzruszające. Tym bardziej cieszy nas, że konkurs „Walentynki z Tygodnikiem Siedleckim” pozwala nam i Czytelnikom poznać tak wspaniałych ludzi, a im sprawić wielką przyjemność. Uwaga! Te historie lepiej czytać z chusteczką do ocierania łez!

Teresa i Stanisław

fot. Aga Król

Teresa i Stanisław są najstarszymi zwycięzcami konkursu, ale jako para mają najkrótszy staż.

-Poznaliśmy się w sierpniu 2017 roku. Nie miałam z kim pójść na wesele chrześniaczki. Znajomy polecił mi Stanisława. Bawiliśmy się razem do białego rana. Nie spodziewałam się nawet, że mam w sobie tyle energii. Jeszcze większym zaskoczeniem było dla mnie to, co wydarzyło się później - opowiada Teresa.

- Całe życie czekałem na taką kobietę. Wszystko mnie w niej zauroczyło: uroda, charakter, wdzięk. Od razu wiedziałem, że to ta jedyna. Postanowiłem kuć żelazo póki gorące. Uklęknąłem i poprosiłem ją o rękę. W rok po weselu, na którym się poznaliśmy, wyprawiliśmy własne - wspomina Stanisław.

- Jesteśmy bardzo szczęśliwi. Wiemy, co naprawdę się liczy. Potrafimy docenić nawet drobne gesty. Chcemy żyć szybko, intensywnie, cieszyć się każdym dniem - zdradza Teresa.

Parę ugościł Hotel i Restauracja Kamienica (Siedlce, ul. Wojska Polskiego 50), mieszczący się we wnętrzu zabytkowego budynku z 1903 roku. Nowożeńcy byli zachwyceni. Szczególnie Stanisław, dla którego ogromnym zaskoczeniem było zgłoszenie do konkursu.

- Jestem stałym czytelnikiem „Tygodnika Siedleckiego” i znalem formułę konkursu z lat poprzednich. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy że wezmę w nim udział, a co dopiero, że wygram. Żona zrobiła mi ogromną niespodziankę. Redakcja też.

Podczas kolacji zakochani delektowali się smakiem rozpływającego się w ustach filetu z łososia i pstrąga pieczonego w ziołach. Toasty wznosili zaś wykwintnym chilijskim winem. Mamy nadzieję, że tę chwile na długo zapadną w ich pamięci.

 

Klaudia i Kamil

fot. Aga Król

- Naprawdę potrzebowaliśmy się odstresować - powiedziała Klaudia podczas kolacji, którą dla pary przygotowała Villa Park (Siedlce, ul. Nauczycielska 12).

Klaudia ma dopiero 21 lat, a już przeszła w życiu bardzo wiele. Wychowywała się w domu dziecka. Kamila poznała, będąc w 5 miesiącu ciąży.

- To był dla mnie trudny okres. Nie wiedziałam, co czeka mnie i dziecko, które nosiłam pod sercem. Pojawił się Kamil, który również był po ciężkich przeżyciach. Potrafił zaakceptować moją sytuację i pokochać nas niezależnie od wszystkiego. Który inny mężczyzna by tak potrafił?

Para stanęła przed jeszcze większą próbą, gdy okazało się, że Julka przyszła na świat z rdzeniowym zanikiem mięśni.

- Myślałam, że Kamil mnie zostawi, że nie będzie chciał się opiekować nie swoim, śmiertelnie chorym dzieckiem. Stało się jednak inaczej. Postanowił przy nas trwać, a nawet mi się oświadczył. Julka jest typową córcią tatusia. Gdy Kamil jest w domu, dla niej liczy się tylko on - mówi Klaudia.

- Obie są moim całym światem. Nie jest lekko, ale problemy, które nas spotkały, sprawiły, że jeszcze bardziej je kocham. Razem z Klaudią walczymy o lepsze jutro dla Julki. Mówimy czasem, że jest ona dla nas jak wygrana w totka, bo takie jest prawdopodobieństwo zachorowania na tę straszną przypadłość. Julka jest światłem naszego życia - twierdzi Kamil.

Villa Park przygotowała dla pary wystawną kolację, której punktem głównym była francuska perliczka w aromatycznym owocowym sosie, z pieczonymi w ziołach ziemniakami i sałatą z rukoli. Klaudia i Kamil byli zachwyceni zarówno smakiem serwowanych im dań, jak i wystrojem sali oraz ciepłym przyjęciem ze strony obsługi obiektu. Serdecznie za to dziękują!

Ewa i Robert

fot. Aga Król

Zgłoszenie Ewy i Roberta było jedynym, które wpłynęło z inicjatywy mężczyzny, a nie kobiety.

- Robert jest dzieckiem szczęścia. Bierze udział w różnych tego typu zabawach i bardzo często udaje mu się wygrać. Ma do tego dar. Niedawno wygrał sanki. Dzieciaki miały ogromną radochę - opowiada Ewa.

Zgłoszone zdjęcie zostało zrobione podczas przejażdżki konnej.

- Pierwszej po urodzeniu trzeciego dziecka. Prowadzimy w Wyczółkach stajnię. Można powiedzieć, że dzięki koniom nasze uczucie rozkwitło - wspomina Ewa.

- Wszystko zaczęło się 15 lat temu od wesela. Byliśmy oboje świadkami. Wcześniej się nie znaliśmy. Później parę razy się spotkaliśmy, jednak nic z tego nie wyszło. Po pięciu latach wpadliśmy na siebie w sklepie jeździeckim. Ewa zaprosiła mnie na lekcję jazdy. Podczas pierwszej przejażdżki spadłem z konia. W locie musiała mnie chyba ugodzić strzała Amora. Przejażdżka zamieniła się w decyzję o wspólnej podróży przez życie - opowiada Robert.

Dzieci, obowiązki domowe, praca, wszystko to sprawia, że małżeństwo nie ma wielu okazji do spędzania czasu tylko we dwoje.

- Dlatego tak bardzo cieszymy się z tej wygranej! Aleksandria (lokal, który ugościł parę, Siedlce, ul. Artyleryjska 33) jest pięknym miejscem. Jedzenie mają przepyszne. Na pewno jeszcze tu wrócimy! - obiecuje Ewa.

Szef kuchni przygotował dla pary łososia w dwóch odsłonach. W pierwszej - podany z krewetkami, pomidorkami koktajlowymi i warzywami gotowanymi na maśle czosnkowym. W drugiej - panierowany w orzechach, podany na pieczonych ziemniakach, z serkiem topionym oraz gotowanymi warzywami. Prawdziwy raj dla podniebienia!

 

Ania i Kamil

fot. Aga Król

- O wygranej dowiedziałem się w sklepie. Spotkałem ciocię, która powiedziała, żebym otworzył „Tygodnik Siedlecki”. Byłem w szoku! Ania do końca trzymała wszystko w tajemnicy. Będę musiał się jej jakoś odwdzięczyć - obiecuje Kamil.

Razem są już od 7 lat, a jak widać, wciąż potrafią i chcą się zaskakiwać. 20 lipca wezmą ślub.

- Kamil oświadczał mi się 2 razy, bo pierwszy pierścionek zgubiłam. Za drugim razem wracał do Polski z pracy w Anglii. Jechaliśmy pociągiem. W pewnym momencie przyklęknął i przy tych wszystkich ludziach poprosił mnie o rękę! - wspomina Ania.

- Z przejęcia zapomniałem kupić bilet. I, jak to najczęściej w takich sytuacjach bywa, musiała trafić się kontrola. Na szczęście, udało się przekonać konduktora, żeby nie wystawiał mandatu. Na PKP nie możemy powiedzieć złego słowa! - dodaje narzeczony.

Poznali się na meczu piłkarskim w Łosicach. Kamil był zawodnikiem drużyny z Gołąbka. Ania kibicowała gospodarzom.

- Jak ją zobaczyłem, powiedziałem koledze, żeby za mnie zagrał. Ja postanowiłem w tym dniu zawalczyć o cenniejsze trofeum, o uwagę tej piękności z trybun.

- Tak mnie bajerował, że pod koniec meczu już sama nie wiedziałam, której drużynie mam kibicować - śmieje się Ania.

Chwile spędzone w gościnnych murach Wersalu Siedleckiego (Grabianów, ul. Łukowska 74) para uznała za wspaniałą odskocznię od codziennych obowiązków. Dla narzeczonych przygotowano wykwintną kolację, której główną odsłoną była pieczona kaczka, podawana z żurawiną i jabłkami prażonymi w brandy i miodzie.

- To magiczne miejsce! Z czystym sumieniem możemy polecić każdemu ten lokal! Zostaliśmy cudownie przyjęci, a jedzenie było fenomenalne. Wieczór przerósł nasze najśmielsze oczekiwania. Bardzo dziękujemy!

 

Paulina i Daniel

fot. Aga Król

Kaczka pieczona z jabłkiem w sosie żurawinowym oraz grillowany filet z łososia norweskiego na ragout pomidorowo-oliwkowym - to pyszne główne dania, które dla Pauliny i Daniela przygotował Hotel i Restauracja Janusz (Siedlce, ul. Pusta 15).

- Mieszkam niedaleko, a nigdy wcześniej tu nie byłem. Teraz będę każdemu polecał to miejsce. Jedzenie jest znakomite, a wystrój sprzyja spędzaniu romantycznych chwil tylko we dwoje - zachwycał się Daniel.

Para poznała się w internecie...

- Mieliśmy profile na portalu randkowym. Nie przypuszczałam, że w takim miejscu można znaleźć prawdziwą miłość, ale okazało się, że tak - wspomina Paulina.

- Pierwsze spotkanie odbyło się w jednym z siedleckich pubów. Tuż przed nim, wstąpiłem do innego baru i wypiłem na odwagę pięćdziesiątkę. Nie pomogło. Byliśmy bardzo zestresowani. Z przejęcia zapomniałem uregulować rachunek. Paulinie wytłumaczyłem, że się na nią zapatrzyłem, aż zapomniałem o Bożym świecie - ze śmiechem zdradza Daniel.

Mimo trudnych początków, uczucie rozkwitło. Paulina i Daniel są ze sobą już 2 lata i planują wspólną przyszłość. Doskwiera im jednak to, że nie mają dla siebie tyle czasu, ile by pragnęli.

- Cieszymy się, że możemy choć na chwilę uciec od pracy, codziennych obowiązków i nieustannego pośpiechu. Jesteśmy wdzięczni, że nas wybraliście! - cieszyła się Paulina.

Zdjęcie konkursowe przesłane przez parę komisja jednomyślnie uznała za najpiękniejsze. Zostało zrobione na słonecznej Fuertaventurze. Paulinie i Danielowi życzymy, żeby zawsze byli tak szczęśliwi, jak w tamtej chwili.

 

Ola i Jarek

fot. PGL

Ola i Jarek jako para mają prawie 3-letni staż. Ona pochodzi z okolicy Stoczka Łukowskiego, on z Lipniaka (gm. Wiśniew). Poznali się w Siedlcach. Tak jak wielu młodych ludzi, na dyskotece.

- To była miłość od pierwszego wejrzenia – mówi Jarek. – Wiedziałem, że nie mogę wypuścić tej dziewczyny z rąk.

Stało się jednak inaczej. Po kilkunastu dniach od spotkania Ola musiała wyjechać na trzy miesiące do Chin.

- Pracowałam jako modelka, miałam kontrakt. I nie wiedziałam, czy uczucie, które dopiero zaczęło kiełkować, przetrwa próbę czasu – opowiada Ola.

Uczucie przetrwało. Głównie za sprawą Jarka, który dbał, żeby mieć z ukochaną stały kontakt, a gdy wróciła, czekał na nią na lotnisku z bukietem kwiatów.

- Tym sobie mnie zjednał – przyznaje dziewczyna.

To Ola zgłosiła ich do konkursu.

- Jesteśmy zapracowani i brakuje nam chwil, które możemy spędzić tylko we dwoje. Pomyślałam, że walentynkowa kolacja będzie miłą odskocznią od codziennych obowiązków.

Zdjęcie konkursowe zostało wykonane podczas minionych wakacji na Gubałówce. Na twarzach zakochanych maluje się autentyczne szczęście. Nie mogliśmy przejść obok niego obojętnie.

Ola i Jarek spędzili romantyczny wieczór w Ośrodku Miód Lawenda w Biardach. Delektowali się m.in. smakiem udka z kaczki w jabłkach i pomarańczach z buraczkami. Byli zachwyceni! Ogromne wrażenie zrobił na nich też wystrój lokalu.

- Zapiera dech w piersiach – zgodnie stwierdzili.

 

 

reklama
reklama
reklama
reklama
Klauzula informacyjna
Szanowny Użytkowniku

Wydawnicza Spółdzielnia Pracy „Stopka” zaktualizowała swoją Politykę Prywatności. Portal tygodniksiedlecki.com używa cookies (ciasteczek), aby zapewnić jak najlepszą obsługę naszej strony internetowej. Wydawnicza Spółdzielnia Pracy „Stopka” i jej Zaufani Partnerzy używają plików cookies, aby wyświetlać swoim użytkownikom najbardziej dopasowane do nich oferty i reklamy. Korzystanie z naszego serwisu oznacza to, że nie masz nic przeciwko otrzymywaniu wszystkich plików cookies z naszej strony internetowej, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Można zmienić ustawienia w przeglądarce tak, aby nie pobierała ona ciasteczek.