reklama

Róża, co w bagnie wykwitła i jej siedlecka golgota

Siedlce

Aneta Abramowicz 0000-00-00 00:00:00 liczba odsłon: 20472

okładka książki

Dziś, 13 lutego przypada 125. rocznica urodzin Jadwigi Barszczewskiej-Michałowskiej. Za tydzień minie 160 lat od urodzin jej ojca – podróżnika, fotografa i założyciela dzisiejszego II LO im. Świętej Królowej Jadwigi w Siedlcach, Leona Barszczewskiego. Spisując po latach wspomnienia z „Walki o nową szkołę” w Siedlcach, napisała m.in. "Z jednej strony czuję żal za to, że najpiękniejsze moje młode lata tak brutalnie sponiewierała rzeczywistość siedlecka; z drugiej – mam wiele uczucia litości i przebaczenia... A czasem – i to bywa najczęściej odczuwam wdzięczność za to, że moja golgota siedlecka zahartowała mnie duchowo, nauczyła walczyć z przeciwnościami i – niech mi będzie darowaną ta szczypta zarozumiałości – zwyciężać”.

reklama

18 lutego o godz. 18.00 prawnuk Leona Barszczewskiego, Igor Strojecki opowie w Muzeum Regionalnym w Siedlcach o „Jadwidze Barszczewskiej i Leonie Barszczewskim – w rocznicę ich urodzin (160. ojca i 125. córki – przyp. Ana)”. Honorowy patronat nad tym wykładem objął Ambasador Republiki Uzbekistanu w Warszawie. Po spotkaniu będzie można kupić wydaną w ubiegłym roku książkę siedleckiego pastora Ewalda Lodwicha-Ledwy „Jadwiga Barszczewska-Michałowska. Bojowniczka o nową szkołę polską” (cena 15 zł). Opracowali ją Igor Strojecki i Adam Krzeski z Siedleckiego Klubu Kolekcjonerów.

Życie i dokonania Leona i Jadwigi Barszczewskich z powodzeniem mogłyby posłużyć za materiał na kilka książek czy scenariuszy filmowych. 

 

O j c i e c
 

Leon Barszczewski urodził się 20 lutego 1849 r. w Warszawie. Kształcił się w Kijowskim Gimnazjum Wojskowym, Wojskowej Konstantynowskiej Szkole i w Junkierskiej Szkole Piechoty w Oddesie. Gdy na egzaminie oficerskim zapytano go o „bunty Polaków”, bronił powstańców styczniowych, za co został skreślony z listy studentów. Przeniesiono go do pułku w guberni chersońskiej. W 1876 r. władze wojskowe ogłosiły konkurs na wyjazd do świeżo zdobytego przez Rosję Turkiestanu. Porucznik Barszczewski ruszył ze swoim oddziałem przez: Samarę, Orenburg, Kazalińsk, Perowsk, Taszkient do Samarkandy

Miał zbadać teren i wytyczyć nowe drogi w kierunku Chin i Afganistanu. Z krótkimi przerwami pozostał tu do 1897 r. Opracowywał mapy, badał trakty komunikacyjne. W Turkiestanie odkrył pokłady różnych bogactw kopalnianych. W Afrasiabie (protoplasta dzisiejszej Samarkandy), rozpoczął prace archeologiczne. Część znalezionych eksponatów odsprzedał Francuzom. Resztę przekazał Samarkandzie, zapoczątkowując tym samym zbiory tamtejszego muzeum. Pieniądze ze sprzedaży wykopalisk zainwestował w kopalnię węgla kamiennego w pobliżu Samarkandy. Dochody z tej kopalni pozwoliły mu na otworzenie w 1904 r. w Siedlcach Żeńskiej Szkoły Handlowej

Na każdą wyprawę zabierał ze sobą aparat fotograficzny i zapas szklanych klisz. Te, które po nim pozostały, mają format 18 x 24 cm. Obróbki technicznej naświetlonych płyt dokonywał dopiero w domu, w Samarkandzie.

O ile aparat kupił sobie sam, o tyle fotografowania uczył się w 1874 r. u zawodowego fotografa i akwarelisty, Mikołaja Osipowa. Z czasem sam został nauczycielem fotografii wielu uczonych rosyjskich, z którymi zorganizował ok. 20 wypraw naukowych po Azji Środkowej. Pamięć po nim pozostała w Azji na długie lata, a tamtejsze kobiety uważały go za świętego. Na jego cześć botanik W. Lipski nazwał jeden z lodowców w Górach Hisarskich

W 1895 r., na wystawie fotograficznej w Paryżu, Leon Barszczewski otrzymał złoty medal za zdjęcia: lodowców, złóż morenowych, potoków górskich i wodospadów Samarkandy. Rok później władze carskie telegraficznie zaproponowały mu przyjęcie prawosławia. Ponieważ zmiana wyznania była wtedy odbierana jako zmiana narodowości, Barszczewski oddepeszował: „Nie zgadzam się na przyjęcie prawosławia, jestem Polakiem i pozostanę Polakiem”. Odmowa ta sprawiła, że w lutym 1897 r., będąc już w stopniu podpułkownika, został przeniesiony do Siedlec.

We wrześniu 1901 wziął udział w kolejnej wystawie fotograficznej – tym razem w Warszawie. Pokazał zdjęcia miejscowości i mieszkańców Azji Środkowej i znów otrzymał złoty medal. 

W 1906 roku przeszedł w stan spoczynku i pozostał w Siedlcach z córka Jadwigą. Niesłusznie oskarżony o sprzeniewierzenie pułkowych pieniędzy, wyjechał do Częstochowy, gdzie 19 marca 1910 r. popełnił samobójstwo. „W razie śmierci proszę pragnę leżeć w polskiej ziemi. Proszę  przewieźć mnie natychmiast po mojej śmierci do Siedlec” – napisał do Jagi tuż przed śmiercią. Prośba ta nie została jednak spełniona. Po zbezczeszczeniu miejsca jego spoczynku w 1995 r., szczątki Leona zostały ekshumowane i przeniesione na Cmentarz Powązkowski w Warszawie. Jego żona, Irena z Niedźwiedzkich, którą poślubił w 1880 r., jest pochowana w Samarkandzie. Zmarła na gruźlicę 27.11.1890 r. 

 

Po śmierci ojca Jadwiga ofiarowała Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego ponad 600 klisz zdjęć, wykonanych przez Leona Barszczewskiego w latach 1876-1910.

C ó r k a


Barszczewscy mieli 5 dzieci – cztery córki: Wiktorię (1881–1954), Jadwigę (1884 –1966), Irenę (1885–1938), Annę (w 1915 r. poślubiła Stefana Strojeckiego) i syna Leonarda (1889–1915), który zginął tragicznie jako ochotnik na wojnę. Ostatnią osobą w rodzinie, która nosiła nazwisko Barszczewska, był jednak nie kto inny, jak... aktorka Elżbieta Barszczewska-Wyrzykowska (1913–1987 r.). Ojciec Elżbiety, Witold był bratem stryjecznym Leona.

Elżbieta była 29 lat młodsza od swojej kuzynki. Gdy uczęszczała do warszawskiego Gimnazjum im. M. Konopnickiej, kierowała nim właśnie Jadwiga Barszczewska-Michałowska. 

Jaga (jak sama o sobie mówiła) urodziła się 13 lutego 1884 r. w Samarkandzie. Z dzieciństwa zapamiętała, jak wyciągnięta na skórze jaguara, leżała pod biurkiem ojca, słuchając jego zapisków z podróży. Potem dzieliła się tymi wiadomościami z ukochanymi drzewami. Gdy rozgniewana na dzieci mama jej kolegi, Koli po jednej z Jadzinych psot przywiązała ją do stołowej nogi, rozgniewana i upokorzona 6-letnia wówczas dziewczynka przegryzła sznurek i uciekła... do swojej kryjówki na drzewie właśnie.

W domu, ze względu na otocznie i służbę, mówiło się przeważnie po rosyjsku, rzadziej po polsku. Oprócz tych dwóch języków dzieci Leona znały także: angielski, francuski i niemiecki.
 

Jaga uczyła się w Instytucie Wielkiej Księżnej Kseni, siostry cara Mikołaja II w Petersburgu. Instytut ten był nowo założoną 7-klasową szkołą średnią dla sierot wojskowych – dziewcząt, z pierwszymi dwiema klasami. Warunkiem uzyskania dyplomu ukończenia Wyższych Kursów Pedagogiczno-Handlowych było zdanie... 23 egzaminów. Z czasem do Jagi dołączyła jej młodsza siostra, Irenka - Renia, która wybrała Wyższe Kursy Pedagogiczno-Artystyczne. Anna wyjechała na studia do Francji, Leonard do Taszkientu, Renia, po skończeniu kursów, wyszła w 1906 r. za mąż za Tomasza Rudnickiego i zamieszkała w Wołyńcach pod Siedlcami.

Kiedy dzisiaj z perspektywy lat trzydziestu przyglądam się raz jeszcze temu wszystkiemu... doznaję dziwnie sprzecznych uczuć. Z jednej strony czuję żal za to, że najpiękniejsze moje młode lata tak brutalnie sponiewierała rzeczywistość siedlecka; z drugiej – mam wiele uczucia litości i przebaczenia... A czasem – i to bywa najczęściej – odczuwam wdzięczność za to, że moja golgota siedlecka zahartowała mnie duchowo, nauczyła walczyć z przeciwnościami i – niech mi będzie darowaną ta szczypta zarozumiałości – zwyciężać” – napisała w książce „Walka o nową szkołę” Jadwiga Barszczewska-Michałowska.

S z k o ł a 

Gdy w 1904 r. Jaga objęła szkołę w Siedlcach (oficjalnie dyrektorką swojej szkoły została dopiero w listopadzie 1907, gdyż warunkiem uzyskania koncesji było, by w początkowym okresie placówką kierował Rosjanin; była pierwszą kobietą – dyrektorką szkoły na obszarze dawnej Polski) w ciągu kilku dni zostało jej 7 uczennic – 4 Polki i 3 Żydówki. Razem z dziewczętami wykruszył się też młody prefekt. Ksiądz ten odmówił również odprawienia zamówionej wcześniej mszy świętej na rozpoczęcie nauki. 

Jakby tego było mało, „na dobry początek” pobytu młodej dyrektorki w mieście, złożył jej wizytę dyrektor męskiej szkoły handlowej, Andrzejczak. Zażądał, by zrezygnowała z prowadzenia szkoły, sprzedała wszystko i wyjechała z Siedlec. Dlaczego? Bo nikt z Polaków nie odda jej swoich dzieci na naukę. Jej ojciec – przysłany przez samego cara z jakichś zatraconych azjatyckich stron do Siedlec, czyli stolicy buntowniczego Podlasia – nie dość, że przemawia do żołnierzy po rosyjsku, to jeszcze przypomina im o ich obowiązkach wobec rosyjskich carów. Ona sama zaś na pewno tak łatwo uzyskała koncesję na prowadzenie szkoły tylko dlatego, żeby rusyfikować siedleckie dzieci. Koniec końców - to pan Andrzejczak zamknął swoją szkołę i wyjechał z Siedlec.

„Pamiętam, jak po ukończeniu jednego z (...) konspiracyjnych zebrań, wychodząc, spotkałam się przed domem na ulicy oko w oko ze znanym szpiclem moskiewskim... Zaczepiłam go sama, prosząc, by mnie odprowadził... Opowiadałam mu dziwy o podróżach mego Ojca, że... – zasłuchany – odprowadził mnie do samej szkoły, dzięki czemu nasza grupka konspiracyjna, pozbawiona szpiclowskiej opieki, mogła rozejść się bez obawy. Kiedy mu dziękowałam za drogę, powiedział, że... nie zapomni tego wieczora i zapewnia, że z jego strony nie spotka mnie żadna przykrość. Obietnicy dotrzymał...” – napisała po latach. 

 

Do spowiedzi przystępowała razem z dziewczętami, chcąc je zachęcić swoim przykładem. Gdy jednak pewnego razu chciała się wyspowiadać z grupą starszych podopiecznych u samego dziekana, w konfesjonale siedział jakiś inny ksiądz. „Rozpoczął spowiedź moją od wymyślania prawie na głos, że taka „rozpustnica” nie powinna przychodzić do spowiedzi. Oburzona..., odeszłam od konfesjonału, aby przez kilka lat nie zbliżać się więcej doń na terenie kościoła siedleckiego...” – czytamy w książce pastora E. Lodwicha. 

Oliwy do ognia dolał donos gubernatora Wołożyna, jakoby J. Barszczewska, chcąc się przypochlebić biskupowi katolickiemu, który służbowo miał wzbroniony wjazd do miasta (mógł odprawiać nabożeństwo tylko w kościele w Niwiskach pod Siedlcami), aż do Niwisk na kolanach się do niego na swoje bierzmowanie wybrała. 

 

W 1910 r. jej uczennice miały wyjątkowo niskie stopnie z religii. Ks. prefekt Juściński – gdy mu oznajmiła, że te oceny mogą zamknąć dziewczętom dostęp na wyższe uczelnie za granicą, np. w: Belgii, Francji, Szwajcarii czy we Włoszech, bo stopień z religii jest tam jednocześnie oceną moralności kandydatki – usłyszała, że dziewczęta: zasypywały go różnymi krępującymi pytaniami, wykręcały się od odpowiedzi i pojawiały się przy konfesjonale równie rzadko jak ich przełożona. 

J. Barszczewska opowiedziała ks. Juścińskiemu, jak to została w siedleckim kościele sponiewierana i że od tamtej pory ma swojego spowiednika aż w Warszawie. "Jeśli prefekt wskaże jakiegoś inteligentniejszego księdza, to oczywiście się nawróci do Siedlec". Tym inteligentniejszym okazał się prefekt gimnazjum męskiego, ks. Koronat Piotrowski. „I tak uczennice ustami przełożonej zdały egzamin z religii na stopień bardzo dobry” – podsumował Ewald Lodwich. 

Zastrzeżenia kościoła nie zakończyły się nawet po poślubieniu przez J. Barszczewską Zygmunta Michałowskiego w 1911 r. Arcybiskup T. wielokrotnie wpływał na ministra o usunięcie Michałowskich z Siedlec, zarzucając – tym razem głównie Zygmuntowi – zły wpływ redaktora i profesora w jednej osobie na młodzież z powodu jego lewicowych poglądów i zbyt głębokiego zaglądania do kieliszka. „To się zgadzało z prawdą oprócz słów >zły wpływ<” – pisze Ewald Lodwich. „Pani jest ateistką! Pani nie wierzy w Boga!” – usłyszała. Niechęć do niej potęgował też jej „dar” jasnowidzenia. (Podobno w 1924 r. przepowiedziała przyszłość samemu Marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu.) 

Szkoła Barszczewskiej realizowała podwójny program, nauczając nieoficjalnie historii i geografii Polski oraz literatury. Większość przedmiotów wykładano w języku polskim. Prowadzono lekcje rysunku, zajęcia w ogrodzie, zajęcia laboratoryjne i warsztaty. Założono pracownie: chemiczną, fizyczną i przyrodniczą. Wzorem fińskim Barszczewska wprowadziła też zajęcia z robót ręcznych: cerowania, szycia i kroju. W szkole pracował lekarz (co było wówczas zupełnym novum). Nie stosowano kar cielesnych. Zamiast ocen liczbowych stosowano opisowe. 

 

Ileż musiałam znieść docinków... z racji tej pracy ogrodniczej! Rozgłaszano, że dążę do „schamienia” dziewcząt... Tymczasem prasa fizyczna w ogrodzie, poza tym gimnastyka szwedzka i rytmiczna... przyczyniały się do rozwoju fizycznego... Możność rozładowania nagromadzonej energii uspokajała dziewczęta pod względem nerwowym, zaś zainteresowanie nauką, pęd do czytelnictwa i samokształcenia pogłębiały życie wewnętrzne...” – wspominała po latach.

Nowe metody nauczania podpatrywała w: Finlandii, Belgii, Francji, Szwajcarii i Niemczech. Założyła gazetkę szkolną, wprowadziła (i sama prowadziła) lekcje przyrody, na których pozwalała uczennicom pytać się o wszystko. Nieżyczliwe jej osoby od razu postanowiły ją sprowokować. Świeżo przybyłe do szkoły uczennice zaczęły zadawać nowoczesnej dyrektorce pytania o sprawy erotyczne. Ponieważ pytania te były zadawane na kartce, prowokacja się nie udała, bo poza pytającą i pytaną nikt nie znał treści pytania...

Wkrótce po rozpoczęciu nauki w roku szkolnym 1915/16 klasa VI zaproponowała wprowadzenie samorządu klasowego. Przyczyniły się do tego dziewczęta amerykańskie, które zatrzymała w Siedlcach wojna. Czegoś podobnego w Kongresówce wtedy nie było. Na czele samorządu klasowego stał „prezes ministrów”, poszczególne funkcje pełnili „ministrowie”. Nazwy „minister ciszy” czy „minister porządku” nieco raziły nauczycieli. Dziewczęta natomiast cieszyły się, że „Rzeczpospolita” zadomawiała się w ich szkole. 

Ż y c i e  p r y w a t n e

Do kłopotów w pracy dołączyły sercowe. Zawód miłosny, jaki spotkał ją ze strony profesora łaciny, R.SZ., który będąc jej sympatią, "nie był skory do zaprzestania zbyt rażących flirtów z innymi paniami", okupiła chorobą. Gdy zażądała, żeby R. Sz. opuścił Siedlce, ten... chętnie się zgodził. Ponieważ właśnie otrzymał stypendium rządowe, wyjechał na uniwersytet moskiewski. Przypadkowo spotkali się po latach, w Warszawie. Spotkanie to wywołało u Jadwigi wielkie wyczerpanie z powodu wielkiej anemii”. 

By leczyć nadwątlone zdrowie, wyjechała do Włoch. Nim jednak to zrobiła, trzeba było wyznaczyć tymczasowego dyrektora szkoły. Tu również nie obyło się bez niepotrzebnych animozji. Zastępcą Barszczewskiej został bowiem p. Bużycki, osoba spoza grona Rasy Pedagogicznej. Bużycki był kierownikiem jedynej wówczas w Warszawie szkoły koedukacyjnej.


W Italii poznała Jerzego – rodowitego Włocha, który zdecydowanie bardziej był zainteresowany kupieniem kopalni jej ojca niż samą panną. Nie przeszkadzało mu nawet specjalnie, że Barszczewska uczciwie postawiła sprawę – nie darzyła go uczuciem. Zaręczyli się.

Traf chciał, że gdy Jadwiga Barszczewska wracała pewnego razu z Warszawy do Siedlec, pociąg, którym podróżowała, rozbił się pod Mińskiem Mazowieckim. W wagonie, w którym jechała, urwała się podłoga. Walizki spadły na głowę i poturbowały pasażerkę. Na dworcu w Siedlcach już czekała gromadka ciekawskich. Wśród nich był redaktor „Głosu Podlasia”, Zygmunt Michałowski (ur. 7.02.1885 w Radzyniu Podlaskim, zm. 28.02.1951 w Warszawie). Ponieważ redaktor był szwagrem doktora Eugeniusza Wiszniewskiego, który opatrywał głowę młodej dyrektorki, bez trudu znalazł się z nią w gabinecie doktora. Zakochał się w Jadwidze od pierwszego wejrzenia. Ona zaś szybko zerwała zaręczyny z Włochem. 

W 1920 r. Jadwiga Barszczewska-Michałowska przekazała szkołę w Siedlcach Państwu. Tak powstało Gimnazjum im. Królowej Jadwigi (dziś II LO im. Świętej Królowej Jadwigi). Ona zaś została kierowniczką państwowego gimnazjum im. Marii Konopnickiej w Warszawie. Wyjeżdżając z Siedlec, usłyszała od gosposi Rózi: "całe miasto krzyczy, że pani ze strachu uciekła, a pensje dla wszystkich pobrała p. Brodzińska, bo Kasa musiała wyjechać do Warszawy".

W 1928 r. rozpoczęła pracę w Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. Pracowała tu, z przerwami, do 1949 r. W czasie II wojny światowej działała w organizacjach tajnego nauczania. Będąc na emeryturze, zajmowała się z mężem tłumaczeniem rosyjskich prac metodycznych. W 1960 r. zaczęła czynnie pracować w Związku Nauczycielstwa Polskiego, za co 5 lat później została uhonorowana złotą odznaką związku. Zmarła 20 maja 1966 r. w Warszawie.

zdjęcia z archiwum Igora Strojeckiego

W 1907 r. Z. Michałowski opublikował w „Tygodniu Podlaskim” Bajkę: O róży co w bagnie wykwitła.

 
oszczercom idei uświadamiania – poświęcam 

- Zygmunt Michałowski

Na to, że się dzieją cudy – 

argumentów nikt nie pragnie... 
–     –     – 
W grząskim bagnie, 
Zapuściwszy swe korzenie 
W muł i brudy, 
Gdzie się z chęcią trzoda nurza, 
Błogie czerpiąc zachwycenie 
(W błocie tkwi trzód mądrość wzniosła) – 
Cudem jakimś dziwnym 
wzrosła 
Wonna róża. 
„W bagnie kwiat! Ha, jakim prawem 
Zakwitł tutaj! Ha, bezczelny! 
Jeszcze gdzieś nad czystym 
stawem – 
Co innego... ale w mule – 
Hańba!”. 
Trzody poczet dzielny 
T
ak szlachetne słowił bóle. 
Rada w radę – – 
Zbiegła trzoda się w gromadę 
I orzekła: 
„Rodem z piekła, 
Kto w ogóle stworzył kwiaty!” 
Zaś w szczególe: ta tu róża 
W inne odejść winna światy. 
Bo dla trzody jest kałuża, 
Trzoda zaś jest dla kałuży! – 
Więc niech ginie kwiatek 
róży!” 
Rada w czyn... Do bagna 
trzoda 
W
eszła... idzie... 
By śmierć róży dać ohydzie, 
Chociaż wonna, chociaż młoda. 
Coraz dalej 
W błoto wali... 
Już, już różę zdeptać miała, 
Już tryumfem wielkim żyje –  – 
Aż tu... Losie!... 
Trzoda cała 
W muł ugrzęzła aż po ryje... 


czytaj również:
» Jerzy Wiszniewski - zapomniany naukowiec i powstaniec
» Zapomniany naukowiec i powstaniec
» Sanitariuszka Basia Wajszczuk

Komentarze (0)

Komentarz został dodany

Twój komentarz będzie widoczny dopiero po zatwierdzeniu przez administratora

Dodanie komentarza wiąże się z akceptacją regulaminu

reklama
reklama
Klauzula informacyjna
Szanowny Użytkowniku

Wydawnicza Spółdzielnia Pracy „Stopka” zaktualizowała swoją Politykę Prywatności. Portal tygodniksiedlecki.com używa cookies (ciasteczek), aby zapewnić jak najlepszą obsługę naszej strony internetowej. Wydawnicza Spółdzielnia Pracy „Stopka” i jej Zaufani Partnerzy używają plików cookies, aby wyświetlać swoim użytkownikom najbardziej dopasowane do nich oferty i reklamy. Korzystanie z naszego serwisu oznacza to, że nie masz nic przeciwko otrzymywaniu wszystkich plików cookies z naszej strony internetowej, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Można zmienić ustawienia w przeglądarce tak, aby nie pobierała ona ciasteczek.