reklama

Anielka walczy z chorobą

Mińsk Mazowiecki

Bożena Nowotniak 2016-03-14 05:07:40 liczba odsłon: 6252
Amelka fot. BONO

Amelka fot. BONO

- Tłumaczę jej, że nikt nie jest idealny. Mama ma duży brzuch i jest wyjątkowa. Ty z takim okiem też jesteś wyjątkowa - wyjaśnia córce.

reklama

Roześmiana Anielka zlizuje czekoladę z upieczonego  przez mamę ciasta.

– Pycha! – oblizuje się i przynosi  wymemłanego „Pana Owieczkę”, ulubioną zabawkę.  „Pan Owieczka” właśnie zjadł śniadanie.  – Co? – No, owsiankę – odpowiada rezolutna  trzylatka. Kiedy się żegnamy, Anielką łapie się  za głowę: – To guz… Boli – krzywi się z bólu. Mama dotyka jej głowy. Gorąca.  Mierzy temperaturę - ponad 38 stopni.  Dziewczynka ma omamy. Trzeba  jechać do szpitala.

Decyzja lekarza w  Mińsku Mazowieckim brzmi: trzeba  zostać na obserwacji. 

- Anielka miewa takie ataki gorączki. Pojawiają się nagle. Potem  przez dwie godziny jest dobrze i znowu  ma 40 stopni – wyjaśnia Wioleta  Wieczorek-Płochocka, mama  Anielki.

Razem z mężem postanawiają, że córki w szpitalu nie zostawią. Wolą raczej z Walercina (gm. Dębe  Wielkie) codziennie przyjeżdżać z Anielką na badania. Martyna, ich  druga pociecha (ma rok i osiem miesięcy),  nie chce zostać w domu tylko z  dziadkiem.

– Jest charakterna. Jak jej  się coś nie spodoba, potrafi godzinami  płakać. Umie postawić na swoim.  Pod względem temperamentu jest  przeciwieństwem starszej Anielki –  opowiada mama. 

ZDROWY NIE ZROZUMIE  CHOREGO?

Kiedy Anielka jest wyspana i wypoczęta,  widać tylko, że jedno jej oko  jest nieco zapuchnięte, powieka z widocznym  guzkiem zasłania część źrenicy.  Świat ogląda drugim, zdrowym  okiem. Kiedy jest zmęczona, ma gorszy  dzień albo i bez powodu – guzek  puchnie, staje się większy, wyraźniejszy  i wypływa spod powieki. Wtedy  to on jest najbardziej widoczny na  drobnej twarzy dziewczynki. Dzieci  w przedszkolu w Cygance już przyzwyczaiły  się, że jedno oko Anielki  jest trochę inne. Uczniowie (społeczne  przedszkole mieści się w szkole),  czasami ją wyśmiewają się, pokazują  palcem jak dziwadło.

– Dlaczego  masz zamknięte oko? – zapytał chłopiec.  –Jest zaropiałe – odpowiedziała  Anielka. I już o nic nie dopytywał. 

Trudniej bywa z dorosłymi. Ci bez  skrupułów głośno komentują „dziwne”  oko trzylatki. Kto jej nie zna, zaczyna  dopytywać, co jej jest. Są i tacy,  co potrafią doradzić mamie, że jak się  ma takie dziecko, to powinno ono siedzieć  w domu i nie wychodzić.

– Na  początku kłóciłam się, tłumaczyłam.  Ale ile mogę wyjaśniać, że ona nikogo  nie zaraża? – pyta mama Anielki. 

– Najgorzej było chyba na mińskim  basenie. Jeździmy tam, bo Anielka  lubi pływać. W pewnym momencie  jedna z mam podniosła krzyk, że to  jest potworne, że mam natychmiast  zabierać swoje dziecko, bo ono pozaraża  innych – opowiada Wioleta  Wieczorek- Płochocka. 

Anielka czasami bierze powiekę  swojego chorego oka, podnosi  do góry i pyta z nadzieją w głosie:  - Mamo, zobacz, dlaczego nie może  już tak zostać?  - Tłumaczę jej wtedy, że nikt nie  jest idealny. Mama ma duży brzuch i  jest wyjątkowa. Ty z takim okiem też  jesteś wyjątkowa. Gdybym mogła,  oddałabym jej swoje oko – mówi  pani Wioleta. 

POTWORNIAK TEŻ RAK

 Mama Anielki ma 31 lat i doktorat  z prawa pracy. Uwielbia książki.  Anielka ma imię po bohaterce noweli  Prusa. Kiedy Wioleta Płochocka była w ciąży z Anielką, wyniki wszystkich  badań były dobre. Nikt nie mówił, że  coś niedobrego dzieje się z dzieckiem.  Doszukano się co prawda jakiegoś małego  otworka w sercu, ale uspokajano,  że nie jest to groźne i wiele dzieci takie  ma. Kiedy Anielka się urodziła, na jej  oku był bardzo duży guz. Lekarze nie  bardzo wiedzieli, co to jest. Odesłali  rodziców do Centrum Zdrowia Dziecka.  Tam nowe badania. Ale zamiast pomocy  – tylko rady – że lepiej nic z tym guzem  nie robić, nie ruszać.  Ratunku szukali więc samodzielnie:  godziny spędzone przy komputerze,  poszukiwania podobnych  przypadków, lekarzy, szpitali, w których podjęto by się usunięcia narośli.  Najczęściej jednak słyszeli, że albo nie  wiadomo, co to jest, albo, że nie ma  sprzętu do operacji. Radzono też, by  poczekać, aż Anielka skończy co najmniej  6 lat. 

– W końcu kuzynka powiedziała,  że zna lekarza w Sosnowcu, który  może podjąłby się operacji. Wzięła  dokumentację, by mu pokazać. Tak  mi zależało, by choć spojrzał. To on  dał nam nadzieję na zdiagnozowanie  guza. On też odważył się tego guza  operować: otworzył, część wyciął,  resztę wepchnął pod powiekę. Powiedział  nam, że to jest tak mocno  ukrwione, że wygląda jak cykająca bomba. Poinformował też, że ten guz to potworniak: mieszanina tkanek  włosów, paznokci, skóry, tłuszczu.  Badanie histopatologiczne wykazało,  że to nowotwór, na szczęście nie złośliwy.  Anielka miała wtedy 7 miesięcy  - bez emocji wyjaśnia pani Wioleta.

Była przekonana, że wycięcie  takiego guza znad powieki to nic  wielkiego. W końcu obcięte palce  się doszywa, a tu tylko guz jest do  wycięcia. Podczas jednej z ostatnich  wizyt usłyszała od tego lekarza, że on  nie będzie obiecywał ani czarował.  Guza nie usunie, bo skutki mogą być  tragiczne. Może kiedyś, kiedy Anielka  będzie dorosła…  Tymczasem  w drodze  na świat była  już siostra  Anielki. Tym  razem wszystkie  badania  pani Wioleta wykonywała podwójnie,  by niczego nie przeoczyć. Wyjątkowo  dokładnie sprawdzano podczas USG  oczy płodu. Martynka rosła zdrowo i  taka też się urodziła. NADZIEJA

Może ktoś za granicą zdecyduje się  na operację? Znowu długie godziny  poszukiwań spędzone przed komputerem.  Szukanie znajomych, którzy  zechcieliby pokazać zagranicznym  lekarzom dokumentację medyczną.  Znany okulista w Szwecji obejrzał,  powiedział, że dziecko jest dobrze prowadzone  w kraju - i nic więcej. Młodej  mamie trudno pogodzić się z myślą,  że jej córce może być w życiu znacznie  trudniej niż innym dzieciom. Nauczyła  już Anielkę literek. Wozi ją na konie, na  basen.

Nie chce izolować od innych dzieci.  Dlatego zaczęła wozić ją do Nowego  Zglechowa (gmina Siennica) do przedszkola  dla dzieci niepełnosprawnych.  Kiedy okazało się, że podobne społeczne  przedszkole będzie w Cygance, wybrała  tę placówkę. Zawozi tam dziewczynki,  a sama jako wolontariuszka pomaga  w sprzątaniu, pracach administracyjnych.  Dzięki temu cały dzień jest z pociechami.  Od spotkanej tam kobiety, która  zainteresowała się schorzeniem  Anielki, dowiedziała się, że w USA  jest lekarz, który zajmuje się tylko  takimi przypadkami. Napisała do  lekarza maila. Przetłumaczyli dokumenty  medyczne, wysłali i czekali. I  pod koniec 2015 roku przyszła odpowiedź:  Operacji nie będzie, guz jest  nieoperacyjny. 

– Siedziałam i ryczałam. To była  moja nadzieja. Gdybym mogła coś  zrobić… I niespodziewanie pod koniec  stycznia  z Nowego  Jorku przychodzi  kolejny  mail,  że operacji  Anielki podejmie  się  inny lekarz, doktor Brandon. Musimy  jednak na samą operację zebrać 81  tys. dolarów. Wydawało mi się, że  przecież to jest możliwe.

GROSZ DO GROSZA

Tato Anielki pracuje na utrzymanie  trzech swoich kobiet, a mama zajęła  się szukaniem pieniędzy. Codziennie,  jak mówi, wysyła po 700 maili,  do znajomych i nieznajomych. Z nadzieją,  że może ktoś właśnie jej maila  otworzy, że może właśnie o Anielce  pomyśli. Wie, że teraz tak wielu ludzi  prosi o pieniądze na leczenie, i musi  jakoś się wśród nich odnaleźć.  Mieszkają w dwóch pokojach  w domu teścia. Nawet gdyby sprzedali  samochód, meble i telewizor,  a sobie zostawili tylko łóżko i łóżeczka  dziewczynek, to i tak – jak  policzyli - jeszcze dużo brakowałoby  do tych prawie 400 tys. zł.  Wioleta Płochocka zgłosiła się do  Fundacji Rycerze i Księżniczki, która pomaga  w zbiórce pieniędzy dla chorych  dzieci. Teraz pomagają w zebraniu 1,5  mln zł dla Piotrusia, któremu siatkówczaka  ma operować ten sam lekarz,  który zgodził się leczyć Anielkę. Jak  będą dla niego pieniądze, to następna  w kolejce jest trzylatka z Walercina.  Mama założyła Anielce stronę na Facebooku  „Anielka Płochocka - oko w  oko z potworem”.

Fundacja Rycerze i  Księżniczki uruchomiła, „bazarek”, na  rzecz Anielki, gdzie sprzedaje się podarowane  jej rzeczy. Ostatnio strażacy  z OSP Górki przynieśli do sprzedania  biżuterię, zegarek złoty, strażackie hełmy…  Nieznajoma pani przesłała dwie  duże robione ręcznie chusty. Sąsiedzi  podrzucają różne cenne robiazgi.

-  Wczoraj było na koncie 11 tys. zł. Dzisiaj  jest 11 190 – pokazuje.

Na FB zapowiada też imprezy,  na których będą zbierane pieniądze  dla Anielki. Na targach ślubnych w  Mińsku Maz. cała rodzina, Anielka z  mamą, tatą i siostrą, chodziła z puszką.  Zebrali 1,5 tys. zł. Anielka pokazuje  mi zdjęcie z tej zbiórki.

- To na moje  oczko – wyjaśnia.

 W planach jest bal  charytatywny i zbiórka do puszek pod  kościołem. Nie ma rzeczy, której pani  Wioleta nie zrobi. – Jeszcze wczoraj  wydawało mi się, że poradzimy sobie,  że damy radę. Ale w nocy naszły mnie  wątpliwości. Przecież to jest tak dużo  pieniędzy, ale po operacji Anielka  na to oko będzie widziała. Mówiłam  pani, że ona będzie widziała … 

„Darowizna  Dla Anielki Płochockiej”  Fundacja Rycerze I Księżniczki  ul. Zagójska 2/4 /85  04-101 Warszawa  PKO Bank Polski SA 90 1020  1042 0000 8902 0324 4142  Fundacja Dzieciom „Zdążyć  z Pomocą” Bank BPH S.A.  15 1060 0076 0000 3310 0018  2615 Tytułem: 29000 Płochocka  Aniela darowizna na pomoc  i ochronę zdrowia Przekaż 1%  podatku W formularzu PIT wpisz  numer: KRS 0000037904  

reklama
reklama
Klauzula informacyjna
Szanowny Użytkowniku

Wydawnicza Spółdzielnia Pracy „Stopka” zaktualizowała swoją Politykę Prywatności. Portal tygodniksiedlecki.com używa cookies (ciasteczek), aby zapewnić jak najlepszą obsługę naszej strony internetowej. Wydawnicza Spółdzielnia Pracy „Stopka” i jej Zaufani Partnerzy używają plików cookies, aby wyświetlać swoim użytkownikom najbardziej dopasowane do nich oferty i reklamy. Korzystanie z naszego serwisu oznacza to, że nie masz nic przeciwko otrzymywaniu wszystkich plików cookies z naszej strony internetowej, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Można zmienić ustawienia w przeglądarce tak, aby nie pobierała ona ciasteczek.