reklama

Odchodzimy

Artykuł drugiej potrzeby

Dariusz Kuziak 0000-00-00 00:00:00 liczba odsłon: 4518

reklama
Gdybyśmy latali tak udatnie, jak piszemy raporty, nie trzeba byłoby ich pisać, bo nie byłoby katastrof. Pół piątku spędziłem przed telewizorem, wysłuchując uważnie, literka po literce, z dawna żądanego raportu o przyczynach tragedii smoleńskiej. Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. Raport jest logiczny i tak zwarty, że szpilki nie ma gdzie wetknąć. Po ministrze Jerzym Millerze można się było zresztą tego spodziewać.

Jakiś czas temu (może i lat kilkanaście, czas szybko leci) uczestniczyłem w spotkaniu ministra (wtedy, zdaje się, wiceministra) z mazowieckimi starostami. Szczegółów nie pamiętam, chodziło chyba o finanse, bo nic tak nie rozgrzewa, jak rozmowa o pieniądzach. Sala obrad węgrowskiego Starostwa aż buchała od emocji, słowa jak siekiery latały w powietrzu. A Jerzy Miller głosem spokojnym, może nawet lekko znudzonym, robił swoje – odpowiadał, wyjaśniał, tłumaczył. I nie było w tym ani odrobiny populizmu, nawet cienia chęci, by przypodobać się słuchaczom. To, co się komuś podoba, a co nie, nie miało znaczenia. W ministerialnym wywodzie liczyło się tylko to, co konieczne, rozumne i logiczne.

Przyczyny tragedii smoleńskiej członkowie komisji Jerzego Millera wyłożyli równie ściśle i konsekwentnie. Skoro samolot był sprawny, a zamach wykluczono (ani słowa o mgle, helu czy tajemniczych dwóch wstrząsach), przyczyna katastrofy mogła być tylko jedna – błędy ludzi. Trzeba przyjąć to na klatę i posypać głowę popiołem. Mieliśmy, myślę o polskim lotnictwie, piękne lata. Nie można jednak bez końca wspominać czasów Franciszka Żwirki i Stanisława Wigury, legendarnego Dywizjonu 303 czy Cyrku Skalskiego. Mit o polskich pilotach, którzy, jak trzeba, to i na drzwiach od stodoły polecą, rozpadł się w drzazgi kilkaset metrów przed pasem lotniska w Smoleńsku. I nie ma co powtarzać, że lotnisko było poniżej standardów, a kontrolerzy na wieży podawali mylne komunikaty, więc też naszym lotnikom nie pomogli. Bo kiedy Rosjanie nam pomogli? W historii takie przypadki nie są znane. Jak się leci do Rosji, trzeba nacisnąć przycisk „uchod” i nie zwlekać nawet 5 sekund, sprawdzając, czy system zadziała. Lech Kaczyński był naszym, polskim prezydentem i myśmy mieli obowiązek dbać o jego bezpieczeństwo, jego oraz pozostałych członków oficjalnej delegacji. Jeśli nie wiemy, jak to robić, uczmy się od Amerykanów. Niedawna wizyta Obamy w Warszawie może być doskonałym przykładem.

Już to kiedyś pisałem, ale powtórzę. Jak się leci do Smoleńska, to trzeba wiedzieć, dokąd się leci. Trzeba wszystkim wiedzieć, że leci się do Rosji i brać poprawkę na osiągnięcia tamtejszej kosmicznej cywilizacji. Film, rejestrujący to, co działo się 10 kwietnia 2010 r., na wieży lotniska Siewiernyj, albo Rosjanom zaginął, albo nigdy go nie było. Jakoś mnie to nie dziwi.
Nie było nacisków na pilotów. Nie było rozpaczliwej próby lądowania wbrew rozsądkowi. Zabrakło wyszkolenia i odrobiny szczęścia. Szczęście to w ogóle nie jest coś, na co można liczyć pędząc na spotkanie z brzozą z prędkością kilkuset kilometrów na godzinę. – Odchodzimy – zdecydowali piloci. I odeszli.
Komentarze (12)

Komentarz został dodany

Twój komentarz będzie widoczny dopiero po zatwierdzeniu przez administratora

Dodanie komentarza wiąże się z akceptacją regulaminu

  • najstarsze

  • najnowsze

  • popularne

reklama
Klauzula informacyjna
Szanowny Użytkowniku

Wydawnicza Spółdzielnia Pracy „Stopka” zaktualizowała swoją Politykę Prywatności. Portal tygodniksiedlecki.com używa cookies (ciasteczek), aby zapewnić jak najlepszą obsługę naszej strony internetowej. Wydawnicza Spółdzielnia Pracy „Stopka” i jej Zaufani Partnerzy używają plików cookies, aby wyświetlać swoim użytkownikom najbardziej dopasowane do nich oferty i reklamy. Korzystanie z naszego serwisu oznacza to, że nie masz nic przeciwko otrzymywaniu wszystkich plików cookies z naszej strony internetowej, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Można zmienić ustawienia w przeglądarce tak, aby nie pobierała ona ciasteczek.