reklama

Ksiądz oskarżony o molestowanie nieletniej

Łosice

Milena Celińska 0000-00-00 00:00:00 liczba odsłon: 14985
fot. sxc.hu

fot. sxc.hu

Na początku maja siedlecka Prokuratura Rejonowa skierowała do wydziału karnego siedleckiego Sądu Rejonowego akt oskarżenia przeciwko księdzu Jackowi W. Prokuratura, na podstawie zebranego materiału dowodowego, postawiła Jackowi W. zarzut molestowania nieletniej. Do obcowania z Ewą miało dojść w 2007 roku, kiedy Jacek W. był wikariuszem w parafii w Sarnakach. Proces przeciwko księdzu zacznie się prawdopodobnie latem br.

reklama

Jacek W. odpowie przed sądem za dopuszczenie się złamania 199 art. kodeksu karnego w punkcie 2 i 3. Ksiądz został oskarżony o przestępstwo przeciwko wolności seksualnej, gdzie w paragrafie 2 jest mowa o wykorzystaniu seksualnym poprzez wykorzystanie krytycznej sytuacji poszkodowanego, a w paragrafie 3 o nadużyciu zaufania tejże osoby. Za te przestępstwa księdzu grozi kara 5 lat więzienia.

Najpierw siedlecka Prokuratura Rejonowa umorzyła postępowanie w sprawie molestowania przez księdza 15-letniej Ewy. Stwierdzono wtedy, że wikariusz parafii w Sarnakach nie uczył jej religii i dlatego nie była od niego zależna. Dziewczyna miała skończone 15 lat, więc nie było mowy o pedofilii. Prokuratura z jednej strony nie podważyła zeznań Ewy, a z drugiej stwierdziła, że dziewczyna miała „sama poddawać się czynnościom seksualnym”. Matka nastolatki zaskarżyła decyzję prokuratury do ministra sprawiedliwości. Minister ją poparł i nakazał jeszcze raz wszcząć postępowanie. Ewa została jeszcze raz przesłuchana nie tylko przez prokuratora prowadzącego sprawę, ale także przez biegłego psychologa. W tej sprawie w sumie przesłuchano pięciu świadków. Po dwóch miesiącach akt oskarżenia przeciwko księdzu Jackowi W. trafił do sądu.


Nie chciał być tylko powiernikiem?

Wszystko zaczęło się w 2007 roku. O sprawie tej pisaliśmy w jednym z numerów „TS”. Przypomnijmy, że 29-letni Jacek W., wikariusz w parafii w Sarnakach, poznał Ewę, gdy przygotowywał przedstawienie na rocznicę śmierci Jana Pawła II. Od razu wzbudził zaufanie dziewczyny. Zwierzała mu się z rodzinnych problemów. Wtedy Ewa wierzyła, że duchowny i wiara w Boga pomogą jej przetrwać gehennę, jaką przeżywała. Pewnego wieczoru na ognisku, zorganizowanym dla grupy teatralnej przez księdza Jacka W., Ewa oddaliła się z nim i on nagle ją pocałował. Znajomość ta nie skończyła się, bo jak opowiada dziś 18-letnia Ewa, ksiądz był jej jedynym wsparciem i autorytetem. Wciąż wspólnie spędzali dużo czasu. Z dnia na dzień ksiądz posuwał się coraz dalej. Dotykał Ewę w miejsca intymne, a ona nie potrafiła się temu oprzeć.

- Nie doszło jedynie do pełnego stosunku płciowego. Poza tym robiliśmy prawie wszystko... Ksiądz proponował mi stosunek przerywany. Pokazał nawet, jak się zakłada prezerwatywę. Nie chciałam uprawiać seksu. Zresztą za każdym razem nie chciałam, żeby dochodziło do bliskości, ale on tak mną manipulował... – mówi ze łzami w oczach Ewa.

Kiedy Ewa nie zgodziła się na seks, Jacek W. zaprzyjaźnił się z jej matką. Szybko zaczął z nią romans. Ewa, choć została odsunięta przez Jacka W. jak zabawka w kąt, milczała, bo cieszyła się ze szczęścia mamy... Księdza przeniesiono do innej parafii, ale romans z matką trwał dalej. Wszystko skończyło się nagle kilka miesięcy później. Pani Ania, mama Ewy, o tym, że Jacek W. molestował jej córkę, dowiedziała się niedługo po tym, jak ksiądz ją zostawił. Wkrótce cała sprawa ujrzała światło dzienne. Pani Ania powiadomiła ordynariusza drohiczyńskiego bp. Antoniego Dydycza i policję.


Walczą do końca

Ksiądz Jacek W., zeznając na policji, nie przyznał się do niczego. Powiedział jedynie, że po ojcowsku przytulał dziewczynę, wspierał ją, bo była przybita sytuacją rodzinną. Sprawa trafiła do prokuratury. W prokuraturze Jacek W. powiedział to samo, co na policji. Śledztwo umorzono, bo stwierdzono, że nie zaistniał czyn zabroniony. Siedlecka prokuratura prowadziła postępowanie w kierunku art. 199 kk, paragraf 1, mówiącym o doprowadzeniu innej osoby (wyłącznie pełnoletniej) do obcowania płciowego poprzez nadużycie stosunku zależności lub wykorzystanie krytycznego położenia. Według prokuratury do kontaktów seksualnych dochodziło za zgodą dziewczyny i nie było mowy o nadużyciu stosunku zależności (bo ksiądz nie uczył nastolatki religii). Wikaremu nie postawiono zarzutów, ale i nie podważono zeznań Ewy. Matka Ewy napisała do ministra sprawiedliwości.

- Za pierwszym razem prokuratura przez półtora miesiąca postępowania chyba celowo zawężała kwalifikację czynu. Nie zbadano wielu istotnych okoliczności przemawiających za winą księdza. Zaskarżyłam fakt, że prokuratura nie wzięła pod uwagę paragrafu 3, 199 art. kk, który mówi o „doprowadzeniu małoletniego do obcowania płciowego lub poddania się innej czynności seksualnej albo do wykonania takiej czynności, nadużywając zaufania lub udzielając mu korzyści majątkowej lub osobistej, albo jej obietnicy”. Tak było w przypadku Ewy, bo ksiądz nadużył jej zaufania. Była od niego zależna jako parafianka oraz uczestniczyła w próbach do przygotowywanego przez księdza przedstawienia – wyjaśnia pani Ania.

Skargę kobiety minister uznał za zasadną. Prokuratura przyznała jej rację.

- Jacek W. został oskarżony o to, że będąc od kwietnia 2007 roku do lipca 2007 wikariuszem w parafii w Sarnakach doprowadzi małoletnią E. M. do poddania się innej czynności seksualnej oraz zaproponował jej stosunek płciowy, na co ona się nie zgodziła. Ksiądz Jacek w. nadużył jej zaufania – mówi Krystyna Gołąbek, rzecznik prasowy siedleckiej prokuratury.


Tylko Kościół milczy…

Termin rozprawy na razie nie jest znany. Jak poinformował nas Wojciech Michalak, przewodniczący VII wydziału karnego siedleckiego Sądu Rejonowego, proces rozpocznie się latem tego roku. Będzie to rozprawa z wyłączeniem jawności. Zbigniew Rostkowski, rzecznik prasowy diecezji drohiczyńskiej stwierdził, że o akcie oskarżenia przeciwko Jackowi W. nic nie wie. Zapytany o to, czy diecezja będzie wszczynać postępowanie dotyczące Jacka W., stwierdził, że nie musi odpowiadać na pytania.

- Nie mam żadnej przyjemności z rozmowy z dziennikarzami „TS”. Życzę miłego dnia – powiedział krótko rzecznik diecezji drohiczyńskiej i odłożył słuchawkę.

Ewa jest już dorosła. W tym roku pisała maturę. Historia z przeszłości odbiła się na niej sporym piętnem. Cieszy się jednak, że dojdzie do procesu.

- Sam akt oskarżenia pokazuje, że warto walczyć, bo prawda zawsze wychodzi na jaw. Mam nadzieję, że proces przed sądem będzie sprawiedliwy i księdza spotka kara za to, co zrobił. Choć moja historia nie wzbudza we mnie pozytywnych wspomnień i rozmawianie o tym wszystkim jest trudne, to chcę mówić, bo trzeba przestać się bać i należy przerwać zmowę milczenia… - komentuje Ewa.


 

PS Imiona bohaterek artykułu na ich prośbę zostały zmienione.

Tweetnij

drukuj
Komentarze (40)

Komentarz został dodany

Twój komentarz będzie widoczny dopiero po zatwierdzeniu przez administratora

Dodanie komentarza wiąże się z akceptacją regulaminu

  • najstarsze

  • najnowsze

  • popularne

Advertisement