reklama

Silny facet

Łosice, Olszanka

Zbigniew Juśkiewicz 2017-12-24 10:18:48 liczba odsłon: 32465
Kacper

Kacper

W maju Kacper skończył 16 lat. Zaczął naukę w Technikum Hotelarskim w Łosicach. Nowi znajomi, nowe środowisko, ale szybko się zaaklimatyzował. I nagle musiał przerwać naukę. Wszystko przyszło dosłownie z dnia na dzień. To, czego się dowiedział, pewnie zwaliłoby z nóg niejednego dorosłego. Ale nie Kacpra.

reklama

To szesnastolatek, ale już silny facet. Widać to na zdjęciu ze szpitala. Leży na łóżku. Włosy? Wiadomo, jak to po chemii... Ale ten uśmiech i oczy...

– Zawsze jest uczynny, zrównoważony i szczery – mówi o nim siostra Dominika Demianiuk – Znajomi mówią, że to bardzo grzeczny chłopak, nie wdający się w żadnej konflikty. Ludzie go lubią i on lubi ludzi. Taki jest mój brat. No i oczywiście sportowiec. Ma pełno medali za piłkę nożną, za biegi. To potwierdza jego ambicję i upór. Teraz te cechy są mu bardzo potrzebne. To widocznie prawda, że Pan Bóg wybiera sobie tych, których chce poddać ciężkiej próbie...

Czerwone wybroczyny pojawiły się nagle na całym ciele. To był początek października. Mama Kacpra od razu poszła z nim na wizytę do lekarza rodzinnego. Ten dał zlecenie na badania krwi. Jeszcze tego samego dnia był telefon z laboratorium.

– Telefon odebrała mama i od razu zaczęła się niepokoić – mówi Dominika. – To nie jest rutynowe działanie, żeby tak szybko kontaktowali się z rodziną. Przekazali nam informację, że pacjent ma się natychmiast zgłosić do Szpitala Wojewódzkiego w Siedlcach, bo wyniki nie są dobre.

Telefonowano około godziny 13.00. W laboratorium o szczegółach jednak nie mówiono. Rodzina Kacpra wiedziała, że musi się dziać coś złego. Jeszcze tego samego dnia chłopak przyjechał do Siedlec.

– W szpitalu byli już uprzedzeni, że Kacper przyjedzie – mówi siostra. – Nawet na niego czekali. Zrobili mu swoje badania. Wtedy po raz pierwszy pojawiły się podejrzenia, że może to być białaczka szpikowa, najgroźniejsza z białaczek. Jednoznacznej diagnozy jednak jeszcze nie było. Nie wiedzieliśmy niczego konkretnego. Ta niepewność była trudna do zniesienia.

Już następnego dnia wieczorem karetka na sygnale przewiozła nastolatka do Samodzielnego Publicznego Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Warszawie. Czekał tam na niego lekarz. Chłopak trafił na oddział. Jeszcze tej samej nocy przeprowadzono serie kolejnych badań, w tym punkcję i biopsję.

Mama, Małgorzata Demianiuk, została z synem w szpitalu. Czekała... Ostateczna diagnoza była znana w poniedziałek, 9 października. Lekarz powiedział, że Kacper ma już 16 lat i niczego nie będzie przed nim ukrywał.

– Kiedy Kacper usłyszał diagnozę, to w gabinecie lekarza, nie odezwał się nawet słowem – mówi Dominika. – Rozpłakał się dopiero na korytarzu. Dowiedział się, że czeka go wielomiesięczny pobyt w szpitalu. A tu nowa szkoła, nowi znajomi. Wszystko się urwało w jednej chwili. Ale ja wiem, że on jest cierpliwy i nigdy się nie poddaje. Wiem dobrze, że Kacper ma w sobie siłę na walkę z chorobą.

Następnego dnia do Kacpra przyjechał tata. Musiał podpisać zgodę na leczenie syna. Przy tego typu leczeniu jest ona wymagana od obojga rodziców. Od października chłopak praktycznie cały czas przebywa w szpitalu. Przeszedł już dwie chemie. Teraz jest w trakcie trzeciej. W sumie ma ich mieć aż pięć.

– Kacper nie ma szans na to, żeby Święta czy Nowy Rok spędzić w domu – mówi ciocia, Małgorzata Hryciuk. – Na chemię każdy organizm reaguje inaczej. Ale Kacper na pewno czuje, że my wszyscy jesteśmy tuż przy jego łóżku...

Cała rodzina znajduje się w trudniej sytuacji materialnej. Kacper ma siedmioro rodzeństwa. Tata pracuje, a mama mieszka w szpitalu na sali razem z synem. Dominika od pewnego czasu pracuje w Siedlcach. Tu też mieszkała, ale teraz musiała wrócić do domu w Olszance, w którym jest jeszcze troje młodszego rodzeństwa.

Po chemii nastolatek jest bardzo słaby. Mama czuwa przy nim dniem i nocą.

- Trzeba mu podać pić, jeść, pomóc w toalecie – mówi siostra. – No i przez 24 godziny na dobę pilnować, żeby były podłączone leki, żeby była kroplówka. To nieustanne czuwanie. Kiedy Kacper ma podawaną chemię, trwa to bez przerwy przez 96 godzin.

Pobyt pani Małgorzaty w Warszawie, bardzo długi, wiąże się z dużymi wydatkami. Kiedy Kacper wyjdzie ze szpitala, trzeba będzie kupować leki. Bardzo drogie. Jak wypisano Kacpra na 3 dni do domu, to mama, tylko na ten krótki czas, musiała wykupić leki za 150 złotych. W skali miesiąca, wielu miesięcy, rodzina nie podoła takiemu obciążeniu.

– Teraz najważniejszą i najpilniejszą sprawą jest krew dla Kacpra – mówi Dominika. – Brat wymaga częstych transfuzji. Nawet lekarz prosiła, żeby rodzina spróbowała znaleźć krwiodawców wśród znajomych. Może także Czytelnicy „Tygodnika Siedleckiego” zechcą wesprzeć ratowanie mojego brata? Można oddawać każdą grupę krwi, a bank krwi wyda bratu tę właściwą. Trzeba tylko koniecznie dodać, że jest to krew dla Kacpra Demianiuka, który przebywa w Samodzielnym Publicznym Dziecięcym Szpitalu Klinicznym w Warszawie. Krew można oddawać we wszystkich punktach krwiodawstwa. W Siedlcach znajduje się on przy ul. Formińskiego 14.

Rodzina i przyjaciele założyli też Komitet Społeczny „Pomagamy Kacprowi”. Konto zostało założone w Banku Spółdzielczym w Łosicach. Wsparcie finansowe na dalsze leczenie Kacpra można kierować na rachunek: 43 8038 0007 0000 3076 3000 0010.

Tweetnij

drukuj
Komentarze (16)

Komentarz został dodany

Twój komentarz będzie widoczny dopiero po zatwierdzeniu przez administratora

Dodanie komentarza wiąże się z akceptacją regulaminu

  • najstarsze

  • najnowsze

  • popularne

reklama
reklama
Advertisement