Z Jarosławem Grudzińskim rozmawia Tomasz Markiewicz
- Kiedy patrzę na Twoje zdjęcia, czuję się trochę, jakbym słuchał audycji Tomka Beksińskiego („Trójka pod księżycem”) albo oglądał obrazy jego ojca. Tyle jest w nich uroku i... tajemnicy. To zamierzona inspiracja czy przypadek ?
- Porównanie chyba trochę na wyrost, jednak gdzieś w duszy grają mi obrazy Beksińskiego. Ciężkie, burzowe chmury uważam za zdecydowanie ciekawszy temat niż błękit słonecznego nieba.
- Półmrok starych kamienic, jesienny park skąpany w kolorowych liściach, piękne poświaty światła latarni etc., etc. Na Twoich fotografiach kluczową rolę odgrywa atmosfera. To wszystko zmusza do zatrzymania się, do zamyślenia. Gdzie tkwi sekret? W jaki sposób przyciągnąć uwagę widza?
- Poznać teorię, zasady kompozycji, a następnie świadomie je łamać. Starać się znaleźć nowe spojrzenie na pozornie wyeksploatowany temat. Eksperymentować i mieć otwarte oczy, ale przede wszystkim zrozumieć światło.
- Każda, nawet najprostsza, codzienna rzecz okraszona odpowiednim światłem i kadrem może zachwycić. Ale do tego potrzeba kogoś, kto ma zmysł artystyczny i jest wrażliwy na piękno. Masz wrażenie, że widzisz więcej niż przeciętna osoba z ulicy...?
- Myślę, że tak. Często, publikując zdjęcia, czytam komentarze w stylu: „Piękne - szkoda, że w rzeczywistości tak to nie wygląda”. Przecież właśnie tak to wygląda! Zdjęcie to medium pokazujące prawdę, a ja zwykle staram się nie ingerować w wygląd fotografowanej sceny. Obiekty, które codziennie mijamy, zazwyczaj nie przyciągają naszej uwagi.[…]
*Cały wywiad w najbliższym papierowym wydaniu Tygodnika Siedleckiego.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!