reklama

Wanda Chotomska (1929-2017): Nie byłam grzeczną dziewczynką

Siedlce

Aneta Abramowicz-Oleszczuk 2017-09-12 10:04:33 liczba odsłon: 1331
Wanda Chotomska, fot. Aneta Abramowicz-Oleszczuk

Wanda Chotomska, fot. Aneta Abramowicz-Oleszczuk

Na takie wiadomości nie ma dobrej pory. Traf chciał, że 2 sierpnia jedna z rozgłośni radiowych najpierw podała informację o przejściu na emeryturę 96-letniego księcia Filipa, męża królowej Elżbiety II. Spiker, który ogłosił tę nowinę światu, nie omieszkał zapytać retorycznie i humorystycznie zarazem, czy książę zapracował już sobie na godziwą emeryturę, czy też może będzie jeszcze musiał sobie do niej dorabiać.

reklama

A potem już newsem dnia była śmierć Wandy Chotomskiej. Warszawianki, poetki i pisarki. Mamy Ciotki-Klotki z Tik-Taka, czyli Ewy Chotomskiej. Przyjaciółki Mirona Białoszewskiego (Wspólnie pisane wiersze i opowiadania, tzw. produkcyjniaki, podpisywali: Wanda Miron.). Autorki przygód bohaterów pierwszej telewizyjnej wieczorynki, Jacka i Agatki, piosenek dla reprezentacyjnego Zespołu Artystycznego Związku Harcerstwa Polskiego „Gawęda”. Jeden z portali internetowych tak się rozpędził, że przypisał Pani Wandzie również „Plastusiowy pamiętnik”(mimo że autorką przygód Plastusia była Maria Kownacka).

Wstyd się przyznać, ale gdy byłam małą dziewczynką, to myślałam, że książki wydaje się dopiero tym osobom, które już nie żyją. Oczywiste więc dla mnie było, że skoro Wanda Chotomska napisała tyyyle książek, to musiała umrzeć bardzo dawno temu. Tymczasem Pani Wanda była wówczas mniej więcej w tym wieku, w jakim ja jestem teraz i... miała się świetnie.

Poznałam ją 5 lat temu, w Bibliotece Pedagogicznej w Siedlcach, która obchodziła wówczas 6-lecie istnienia. 83-letnia Pani Wanda przyjechała na spotkanie ze swoimi najmłodszymi czytelnikami. Jak podpowiedział mi pracujący w tej bibliotece Antoni Woźnica, było to ostatnie spotkanie Pani Wandy z Czytelnikami spoza Warszawy. Elegancka, obdarzona dużym poczuciem humoru starsza pani szybko nawiązała kontakt z dziećmi. Każde z maluchów zapytała, jak ma na imię i… na poczekaniu wymyśliła do tego imienia wierszyk-dedykację.

- Pamięta Pani, Pani Aneto, jak jeden chłopczyk, na pytanie Pani Wandy: czy macie jakieś pytania? odpowiedział: Tak. Kiedy to się wreszcie skończy? Pani Wanda powiedziała wtedy dyplomatycznie, że są tacy, którym się podoba jedno, i tacy, którym podoba się zuperłnie coś innego - wspomina Antoni Woźnica. - Na zakończenie spotkania ten chłopczyk dostał od Pani Wandy książkę z dedykacją.

„Była popularyzatorską takiego francuskiego hasła: Zanim przyprowadzimy dzieci do książki, przyprowadźmy książkę do dziecka”. Uważała, że „trzeba iść z książką i literaturą tam, gdzie są dzieci i trzeba im tę książkę dać do ręki, żeby mogły zobaczyć ilustracje, zdobyć autograf, żeby mogły posłuchać, jak sam autor czyta” – tak wspomina Wandę Chotomską Joanna Papuzińska w książce Barbary Gawryluk „Wanda Chotomska. Nie mam nic do ukrycia”*.

W myśl tego hasła nagrała – wspólnie ze swoją prawnuczką Zuzią – audiobooka o „Pięciopsiaczkach”.

Przedszkolakom z Siedlec podała taki oto przepis na dobrą książkę:

1) Bierzemy kartkę i długopis, choć czasem, gdy np. w łazience dopadnie mnie wena twórcza, to piszę… szminką na lustrze.

Czemu piszę ręcznie, a nie na komputerze? Głowa to mój najbardziej prywatny komputer.

2) Kładziemy się na tapczanie, na dowolnie wybranym boku i… do dzieła. I w tym momencie niezbędna jest odwaga.

Gdybym się bała, niczego bym nie wydała, ani nie napisała. Co ktoś sobie o Was pomyśli? Gwiżdżcie na to! (Podobną radę dała swego czasu dziewczynie, która pilnie potrzebowała skutecznej recepty na.. piegi.).

A do odwagi dorzućcie jeszcze odrobinę ciekawości. Odkąd pamiętam, ciekawiło mnie, jak to się pisze te wiersze i książki. Przepisywałam więc teksty innych autorów. Potem poszłam na studia dziennikarskie. Z ciekawością nie można jednak przesadzać. Ja sama odpowiedziałam kiedyś księdzu, który uczył nas religii: ciekawość, to pierwszy stopień do… małżeństwa, proszę księdza. Brzydko odpowiedziałam, ale cóż… Nie byłam grzeczną dziewczynką.

A wracając do ciekawości, to według mnie jest ona pierwszym stopniem do… wszystkiego.

3) Szukamy pomysłu. Skąd go wziąć?

Na takie na przykład „Kurczę blade” (jeden ze słynnych wierszy Pani Wandy) wpadłam, chodząc po Warszawie. Tyle latało tego drobiu po mieście, że aż to jedno „o kurczę blade” wpadło mi do wiersza.

4) Wymyślamy tytuł, czyli… skąd się wzięły „Pięciopsiaczki”?

Nasza suczka Balbina oszczeniła się kiedyś i wydała na świat... No właśnie – mówi się: pięcioraczki. A ja się pytam: jakie raczki, skoro psiaczki? I już miałam tytuł!

Bardzo lubię wymyślać nowe słowa. Uważam, że pisarz czy poeta powinien nawet to robić. Pewna pani napisała co prawda kiedyś list do gazety, w której drukowano moje wiersze, że to skandal używać słów, których nie ma w słowniku, ale… Zupełnie się tym nie przejęłam. Potraktowałam ten list jako… komplement.

Gdy przyszedł czas na zadawanie pytań, dzieci były ciekawe:

Od kiedy pisze? Pisać i czytać nauczyłam się, gdy miałam 4 lata. Gdy byłam w II klasie szkoły podstawowej, napisałam pierwszy wiersz. Czy pamiętam, o czym był? A czemu mam nie pamiętać? Przecież nie mam sklerozy! Ten wiersz był o moim tatusiu, trochę podobnym do ojca z „Powrotu Taty” Adama Mickiewicza. Kim był tamten ojciec? Biznesmenem, który handlował rodzynkami.

W którym wieku napisała pierwszą książkę? Nie pamiętam. Zostańmy przy tym, że w XX wieku to było.

Czemu przestała pisać „Jacka i Agatkę”? To nie ja przestałam. To mnie przestali. Miałam bardzo dużo poprawek cenzury, a gdy wspomniałam o nich w jednym z tekstów, które pisałam do gazety, to już w ogóle byłam persona non grata.

Którą moją książkę najbardziej lubię? Wymienię książkę, którą inni najbardziej lubią. W 1979 r. moje „Drzewo z czerwonym żaglem” zostało wpisane na Listę Honorową IBBY.

Ile piosenek napisała? Nie liczyłam.

O czym nie lubię opowiadać? W czasie wojny widziałam na ulicach Warszawy pomordowane i pozabijane dzieci. Nie lubię o tym opowiadać. Nie chcę sobie tego przypominać. Gdy powiedziałam kiedyś, że widziałam też na ulicach Warszawy pozabijane konie, ktoś zdziwił się mocno. Jak to, to oni konie też zabijali? Przecież w grach komputerowych nie ma pozabijanych koni. I zmartwił się tymi końmi bardziej niż ludźmi…

Wandę Chotomską wspominała Aneta Abramowicz-Oleszczuk,

wdzięczna za piosenkę "Kundel bury"

* W książce tej znajdziemy też m.in. informacje o:

-  teatrzyku kukiełkowym, jaki Wanda Chotomska założyła w mosznie z Wojciechem Zabłockim - ojcem Michała (poeta i autor tekstów piosenek dla Grzegorza Turnaua) i mężem Aliny Janowskiej. Kukiełki robili z makówek.

- tym, że Jan Brzechwa nazywał Wandę Chotomską "ozdobą literatury dla dzieci", a Jerzy Urban w swoim "Alfabecie" nazwał ją "pieszczoszką systemu";

- oraz o tym, że Jacek i Agatka to były tak naprawdę...  "dwie toczone z drewna bukowego kulki. Każda miała około 8 cm średnicy. Buzie miały malowane (własnoręcznie przez ich pomysłodawcę i tatusia, Adama Kiliana - przyp. Ana). Ich wyraz twarzy był zawsze optymistyczny - lekki uśmiech"

 

 

 

Tweetnij

drukuj
Komentarze (0)

Komentarz został dodany

Twój komentarz będzie widoczny dopiero po zatwierdzeniu przez administratora

Dodanie komentarza wiąże się z akceptacją regulaminu

reklama
reklama
reklama