30/2014

w sprzedaży od 2014-07-30

Nikt w Mińsku nie chce być bolszewikiem.

Klamka zapadła - wójt o wyborze dyrektorki SP w Zastawiu.

Finansowa blokada. Skarbówka i „Nieskażone Środowisko”.

Dzielne kobiety uratowały życie mężczyzn, których kochają. Rzecz o przeszczepach.

r e k l a m a

923 / 0

0000-00-00 00:00:00 / brak autora

Ukarana za dobre serce

r e k l a m a

Pani Zofia nie ma rodziny, jest stara, schorowana i niezdolna do samodzielnego życia. Nie może dłużej przebywać w zakładzie opiekuńczo-leczniczym, a gmina nie chce dofinansować jej pobytu w zakładzie opieki. Zofia Chrząstowska od urodzenia mieszkała w Woli Wodyńskiej. Jej rodzina przed wojną posiadała tam duży majątek ziemski. W jego skład wschodziło kilkadziesiąt hektarów ziemi ornej, lasy, stawy rybne, dwór i zabytkowy park. Cały majątek został zabrany przez państwo w latach 1944-46. Kiedy została bez rodziców, całe życie żyła samotnie. Za własne pieniądze kupiła niewielkie gospodarstwo i drewniany domek. Utrzymywała się z pracy w tym gospodarstwie. Teraz została jej niewielka emerytura rolnicza. Pomagała sąsiadka Kiedy dożyła siedemdziesięciu pięciu lat, samotną i coraz bardziej schorowaną kobietą zajęła się sąsiadka. Za dziesięć lat opieki, pani Zofia przekazała jej cały swój majątek: siedlisko i drewnianą chałupkę. W akcie notarialnym znalazł się zapis o obowiązkowej dożywotniej służebności sąsiadki polegającej na opiece nad panią Zofią. Dwa lata temu pani Zofia przeszła ciężki udar mózgu. Po nim straciła pamięć i orientację. Nie wie, jak się nazywa, wymaga pomocy przy wykonywaniu podstawowych czynności fizjologicznych, myciu, karmieniu. Czasem miewa lepsze dni, wtedy rozpoznaje ludzi. Niestety dużo częściej zdarzają się te gorsze. Wtedy leży nieruchomo i jest prawie nieobecna. Od czasu wylewu przebywała czasowo w Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym siedleckiego szpitala przy ulicy Bema. Szczęściem w nieszczęściu pani Zofii okazał się siedlczanin Karol Wierzejski, daleki krewny. Będąc dzieckiem razem z rodzicami latem odwiedzał panią Zofię. Teraz, jako człowiek w podeszłym wieku, po wielu latach braku kontaktów z Zofią, przez przypadek dowiedział się, że daleka krewna potrzebuje pomocy. – Pani Zofia to dla mnie prawie żadna rodzina, ale kiedy się dowiedziałem, co się dzieje, jako katolik, nie mogłem zostawić jej bez pomocy – mówi. Od tej pory pan Karol jest jedyną osobą, która pani Zofii zastępuje brakującą rodzinę, odwiedza ją w ośrodku. Kiedy zaczął dobiegać termin opuszczenia przez nią ZOL-u, zaczął starać się, by gmina Wodynie zapewniła jej pobyt w Domu Opieki. – To obowiązek gminy. Kobieta ma emeryturę, trzeba dopłacić kilkaset złotych i wystarczy na pobyt w dobrym domu opieki w Siedlcach. Należy jej się to po tym, jak cały majątek państwo jej zabrało – mówi. Wójt Wodyń Marian Sekul nie chce go słuchać. Dodatkowo na początku lipca ZOL wyznaczył termin, w którym pani Zofia musi opuścić oddział. Dłużej przebywać w takiej placówce nie pozwalają jej przepisy. Po kolejnej odmowie ze strony wójta, pan Karol zjawił się w naszej redakcji i prosił o interwencję. - Ja nie mam warunków do opieki, a sama nie może zostać, bo już nie ma z nią kontaktu. Dom, który oddała sąsiadce, nie nadaje się do mieszkania. To dziura na dziurze, biegają po nim szczury - mówi. W czerwcu pan Karol po raz ostatni zwrócił się do wójta o dofinansowanie pobytu pani Zofii w domu opieki „Nad stawami“ w Siedlcach. Gmina nie chce o tym słyszeć. Do opieki jest ktoś inny? - Nie unikamy odpowiedzialności, ale kobieta ma prawnie zapewnioną opiekę - tłumaczy wójt gminy Wodynie, Marian Sekul. W piśmie, jakie dostaliśmy w tej sprawie z Urzędu Gminy, czytamy, że przebywająca w ZOL-u od 2004 roku kobieta, w roku 2005 darując sąsiadce działkę zobowiązała ją notarialnie do opieki. - Przy braku wywiązywania się z tego świadczenia, sąd może unieważnić akt notarialny- tłumaczy wójt. - Obecnie pani Zofia otrzymała w ZOL Siedlce 70 pkt w skali Bartela. Tak dobra kondycja uniemożliwia dalszy pobyt w ZOL. Pobyt jest zasadny, jeśli wynik jest poniżej 40 pkt – dodaje. Wójt zapewnia, że gmina Wodynie nie uchyla się od obowiązku świadczenia opieki nad panią Zofią, jednak w tym wypadku służebność osobistą wymusza to świadczenie na osobie cywilnej. Sąsiadka Bożena M. jest innego zdania. – Wójt nie rozumie znaczenia sformułowań zawartych w akcie notarialnym. Umowa między nami była inna. Zostałam zobowiązana dwa razy w roku sprzątać grób pani Zofii po śmierci i dawać na mszę – wyjaśnia sąsiadka. Niedawno konsultowała się z prawnikiem, który potwierdził jej stanowisko. Kiedy w pierwszym tygodniu lipca Karol Wierzejski musiał zabrać panią Zofię z ZOL-u w Siedlcach, został zmuszony przewieźć kobietę do jej domu w Woli Wodyńskiej. Bożena M. opiekowała się sąsiadką. – Pani Zofia jest w złym stanie. Wymaga stałej opieki dzień i noc – mówi Bożena M. Po trzech dniach wójt umieścił chorą kobietę tymczasowo w innym ośrodku, gdzie może być tylko przez pewien czas. Czy problem pani Zofii ze znalezieniem stałego miejsca pobytu i opieki rozwiąże gmina, czy dopiero śmierć kobiety? – to gorzkie pytanie pozostaje bez odpowiedzi.
  • k o m e n t a r z e [ 0 ]
  • dodaj
  • Pośpiesz się. Twój komentarz może być pierwszy.

p a r t n e r z y

Nakład Kontrolowany - Związek Kontroli Dystrybucji Prasowej Tygodnik Ciechanowski Tygodnik Płocki TV Wschód Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Warszawie Blog Marioli Zaczyńskiej Pióro i Pazur