Reklama

O profesorze bez doktoratu

Dowiadujemy się, że na uczelni podjął pracę człowiek, który podawał się za naukowca z odpowiednim dorobkiem, a wyszło, że ten człowiek nie posiadał nawet doktoratu. Jak to możliwe? – To historia jak z gangsterskiego, albo przynajmniej sensacyjnego filmu – mówi rektor Antoni Jówko.

– Panie rektorze, dowiadujemy się, że na uczelni podjął pracę człowiek, który podawał się za naukowca z odpowiednim dorobkiem do tego, by uczyć studentów, a wyszło, że ten człowiek nie posiadał nawet doktoratu. Jak to możliwe?

– Ta sprawa wyszła na jaw dzięki działaniom podjętym przez naszą uczelnię. Na podstawie  rozmów, jakie przeprowadziłem z kolegami z innych uczelni, a także z prawnikami, mogę stwierdzić, że jest to niezmiernie rzadki  przypadek. Historia jak z gangsterskiego, albo przynajmniej sensacyjnego filmu. Po czasie okazało się, że większość przedstawianych nam przez pana Noaha Rosenkranza dokumentów była sfałszowana. Pan Rosenkranz jest prawnikiem. Ukończył studia na Uniwersytecie Warszawskim. Z niepotwierdzonych źródeł wiem, że ponoć miał w Warszawie kancelarię prawną. Tyle tylko, że pod innym nazwiskiem. Mówił mi, że pracuje na jednej prywatnej uczelni zatrudniony na podstawie umowy o dzieło, tymczasem okazało się, że nie na jednej tylko na trzech i nie na godziny zlecone, tylko w każdej z nich na pierwszym etacie. Dlaczego kręcił - nie mam pojęcia, ale sądzę, że się dowiemy, gdyż Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego poinformowało o sprawie organa ścigania.

– Jak doszło do tego, że został zatrudniony w Siedlcach?

– Odpowiedział na ogłoszenie, które na naszych stronach internetowych widniało od 2 lat. Poszukiwaliśmy prawnika na stanowisko profesora w Instytucie Prawa i Administracji. Nie jesteśmy biurem śledczym, by prześwietlać dokumenty każdego zatrudnianego. Noah Rosenkranz przedstawił paszport niemiecki. W przypadku obywatela kraju Unii Europejskiej stosuje się przepisy o uznawalności wykształcenia.

– Z tego co już wiadomo w tej niecodziennej sprawie w październiku ubiegłego roku wystąpiliście do Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego o pomoc w zweryfikowaniu danych o wykształceniu zatrudnianego naukowca. Tymczasem odpowiedź na Wasze pismo nadeszła dopiero w marcu tego roku. Czy takie sprawdzanie nie powinno być krótsze? Minął jeden semestr, a człowiek nie mający uprawnień nauczał, dokonywał zaliczeń wykładanego przedmiotu...

– Uważam, że to za długo, lecz co ja poradzę? Pan Rosenkranz przyjechał do mnie z pismem z Wydziału Uznawalności Wykształcenia Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, w którym czarno na białym było napisane, że posiadane przez niego dyplomy spełniają polskie oczekiwania wynikające z przepisów prawa w tym zakresie. Ponieważ była to jednak kserokopia, nasz kierownik Działu Kadr uznał, że wystąpi do ministerstwa, by przysłali mu jeszcze raz oryginalne potwierdzenie. Wtedy okazało się, że pismo, które rzeczywiście ministerstwo wydało, zostało przerobione. Do oryginalnej treści pan Rosenkranz dopisał co nie co. Zawsze doradzam sprawdzanie dyplomów i dokumentów, jeśli pojawiają się jakieś wątpliwości. Konieczności takiej, wynikającej np. z obowiązującego prawa, jednak nie ma.

– W czasie, gdy dawano wiarę zapewnieniom, deklaracjom, ale też dokumentom, rzekomy profesor prowadził zajęcia ze studentami. Czy do władz Uniwersytetu ze strony studentów trafiały jakieś uwagi na temat tych zajęć?

– Owszem. Dowiadywaliśmy się, że wykładowca jest bardzo dobry, a zajęcia są interesujące. Cieszyłem się, że udało nam się pozyskać dobrej klasy prawnika. Nie było podstaw do tego, by w ciągu semestru  w sposób nadzwyczajny sprawdzać jakość nauczania. Jednak w związku z rozwojem wypadków od marca rozwiązaliśmy umowę z panem Rosenkranzem i zawiesiliśmy jego zajęcia.

– W czasie, gdy ten pan był tu zatrudniony jako profesor, studenci mieli sesję egzaminacyjną po zimowym semestrze...

– Wykładowca nie miał tytułu prawnego do tego, aby dokonywać zaliczeń ze swego przedmiotu. W porozumieniu z prorektorem Ryszardem Drobą i kierownictwem Instytutu Prawa i Administracji przyjęliśmy metody weryfikacji dokonanych wpisów. Wiedza musi być potwierdzona wpisem w indeksie w sposób nie budzący wątpliwości. Studenci nie mogą cierpieć z tego powodu, że ktoś nas oszukał. To nasze moralne i formalne zobowiązanie.

– Dziękuję za rozmowę.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości