reklama

Dzieci nie wszystko mówią swoim rodzicom

Stanisław Jastrzębski

Siedleckie Towarzystwo Miłośników Podlasia* dziś już nie istnieje, ale jego byli członkowie wciąż wyróżniają się w działalności na rzecz naszego regionu.

reklama

Na początku grudnia odbyło się spotkanie, związane z 30-leciem reaktywacji Towarzystwa Miłośników Podlasia.

- W sali sąsiadującej z pracownią naukową AP jest kilka gablot z dokumentami Towarzystwa, które jak na owe i dzisiejsze czasy robiło pół amatorsko całkiem sporo. Jego związek z naszym archiwum jest taki, że siedziba Towarzystwa Miłośników Podlasia była właśnie w Archiwum Państwowym, w drugim skrzydle budynku - przypomnial dyrektor Archiwum Państwowego w Siedlcach, dr Grzegorz Welik.

- W 1987 roku grupa młodych ludzi reanimowała - istniejące w Siedlcach od wielu lat - Towarzystwo Miłośników Podlasia i nadała mu nowe oblicze - dodał Grzegorz Welik.

- Władze zgodziły się na rejestrację tego typu stowarzyszeń na fali odwilży po wydarzeniach 1956 r. - przypomniał Przemysław Maksymiuk - dziś wiceprezes Agencji Rezerw Materiałowych, a prywatnie syn Urszuli Głowackiej-Maksymiuk.

Pani Urszuli nie było, niestety, tego wieczoru w Archiwum Państwowym w Siedlcach. Kolejnymi wielkimi nieobecnymi na tym spotkaniu okazali się: obecny minister energii Krzysztof Tchórzewski [Był w komitecie odbudowy pomnika Marszałka Piłsudskiego w Siedlcach, wspomagał też wydawany przez TMP "Nasz Czas".], prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców Cezary Kaźmierczak [który - jak powiedział Przemysław Maksymiuk - w pewnym sensie kontynuuje działalność TMP. Ma bowiem zamiar otworzyć przy ZPiP świetlicę wolności dla środowisk konserwatywnych. Jej siedziba ma się mieścić w dawnym gmachu KC], Grzegorz Rękawek [wtedy łącznik TMP ze studentami i z Wyższą Szkołą Rolniczo-Pedagogiczną im. G. Dimitrowa  oraz przewodniczący NZS-u, a dziś Consumer Protection&Environmental Affairs Manager w PlasticsEurope, współwłaściciel i członek Zarządu MPJG Business Services Sp. z o.o., fundator i wiceprezes Zarządu Fundacji Ali Rekawek "Dajmy sobie szansę"].

Na wieczór wspomnieniowy przyszli natomiast do AP wspomniany już Przemysław Maksymiuk, dziennikarz i redaktor „Tygodnika Siedleckiego” [wówczas sekretarz TMP] Stanisław Jastrzębski, kierownik Muzeum Walki i Męczeństwa w Treblince dr Edward Kopówka oraz sędzia w stanie spoczynku Witold Okniński. Oprócz nich do pracowni naukowej AP przybyli m.in.: Andrzej Bryńczak, Mirosław Andrzejewski, Sławomir Musiej, Karol Chajewski i Hanna Czarnocka.

- Najpierw zostałem członkiem Towarzystwa Miłośników Podlasia, a potem przejąłem prezesurę od pani dr Urszuli Głowackiej-Maksymiuk - wspominał Witold Okniński. - Nie wiem, jakim byłem prezesem. Lata, zapomnienie. Mam nadzieję, że ktoś to pamięta. Kiedyś pan Przemek Maksymiuk coś opublikował i była to chyba największa pochwała, jaką na swój temat przeczytałem, bo napisał, że nie byłem najgorszym prezesem - zażartował.

- Chcę przekazać duże wyrazy wdzięczności prezesowi Witoldowi Oknińskiemu za to, że roztaczał nad nami parasol ochronny. Myśmy go o wszystkim nie informowali. Może to było nie fair. Ale trudno ujawniać działalność podziemną i zamiary antykomunistyczne. Byliśmy studentami. Nasze stowarzyszenie było stowarzyszeniem legalnym. Chyba zdawaliśmy sobie nawet sprawę, że nie zarejestrowaliby nas, gdyby znani służbie Bezpieczeństwa ludzie weszli w skład Zarządu naszego Towarzystwa – powiedział P. Maksymiuk.

- Jako studenci nie mieliśmy nic do stracenia. Pan Witek Okniński na pewno miał do stracenia dużo więcej, jak by przyszło co co czego. Robiliśmy swoje, nie wszystko mu mówiliśmy, bo przecież rodzicom nie wszystko się mówi - dodał S. Jastrzębski.

- Od ręki dali nam kiedyś 200 tysięcy zł czy 200 mln. Nie pytali nawet, na co. I fajnie było. Myśmy działali, władza się cieszyła. Do momentu pewnego wywiadu, którego udzieliliśmy z Przemkiem Maksymiukiem w podziemnym piśmie "Grizzly". Przemek opowiedział dziennikarzowi tej gazety, jak to kulturę niezależną legalnie w Siedlcach propagujemy. Dziennikarz zapytał Przemka: „A co na to władza?” A on na to: „A władza nic. Jeszcze daje na to pieniądze”.

Gdy ten artykuł trafił w ręce tejże władzy, która nam dawała pieniądze, to na kolejny rok nie dostaliśmy ani grosza. Był rok 1989. Resztówkami pieniędzy z 1988 r. działaliśmy nadal. Na szczęście wkrótce przyszedł rok 1990. Władza się zmieniła i pieniądze znów się znalazły - wspominał St. Jastrzębski

- Mam taką refleksję z perspektywy czasu, jak teraz działają stowarzyszenia. Chyba bym nie potrafił działać w obecnych strukturach. Na każdą imprezę i na każdy wydatek trzeba teraz napisać wniosek opasły, a później - jeszcze bardziej opasłe sprawozdanie. W gablotach Archiwum Państwowego są nasze sprawozdania. Sprawozdanie za rok naszej działalności mieści się na jednej kartce. Sprawozdanie za kolejny rok - na 3 kartkach. Na 2-3 kartkach wysyłaliśmy sprawozdania z pieniędzy, które otrzymywaliśmy od tamtej nielubianej władzy. Cenzura, czyli pani Elżbieta Kieliszek, czytała nasze plakaty i zaproszenia. Raz tylko nie udało się nam uzyskać jej pieczątki. Na zaproszeniu na wystawę rysunków satyrycznych Mirka Andrzejewskiego dodał.

Zasługi Towarzystwa Miłośników Podlasia

 Pod koniec lat 80. XX wieku Towarzystwo Miłośników Podlasia zorganizowało: dziesiątki koncertów, spotkań z literatami, historykami, ludźmi kultury znanymi głównie z podziemnego obiegu, liczne pokazy video filmów, których z powodu cenzury politycznej nie można było obejrzeć oficjalnie w kinach. Do zasług Towarzystwa należą: stworzenie możliwości odbudowy kopca Józefa Piłsudskiego w Majówce – Zawadach, odbudowa pomnika Marszałka w Siedlcach...

- Najpierw była akcja postawienia krzyża na kopcu. Powołaliśmy w tym celu w Mostostalu TMP - oddział - wspominał Karol Chajewski.

- Ludzie z Mostostalu swoją ciężką, fizyczną i inżynieryjną pracą odbudowali (a było co robić) kopiec Józefa Piłsudskiego. Trochę szkoda, że wtedy wyglądał pięknie, a teraz prezentuje się średnio... - wtrącił Grzegorz Welik.

Później Karol Chajewski wspólnie z Krzysztofem Tchórzewskim, Januszem Niedziółką i najprawdopodobniej kilkoma innymi osobami, które są na pamiątkowym, wspólnym zdjęciu przed odbudowanym pomnikiem, poszli do ówczesnego rektora Wyższego Seminarium Duchownego w Siedlcach z prośbą, żeby taca, która zostanie zebrana podczas 3-Majowego nabożeństwa, została przekazana na cele społeczne, a konkretnie na odbudowę pomnika Marszałka.

- "Wyślę na tę mszę 20 seminarzystów. Pójdą i zbiorą te pieniądze, a potem dam je Karolowi" – powiedział rektor. - Ale dlaczego mi?! - zapytałem. - "Bo Cię znam!". Przez długie lata byłem ministrantem – przyznaje Karol Chajewski. - Choć trudno w to uwierzyć, te pieniądze były liczone u mnie w domu! Zorganizowaliśmy fachowców do ich liczenia – panie z kasy z Mostostalu, z działu finansowego. Pamiętam, jak żeśmy te pieniądze pod dywan wkładali, żeby się wyprostowały.
 

Traf chciał, że tego dnia występował na siedleckim amfiteatrze Czesław Niemen. - Chciałem być na tym koncercie, ale co z tymi pieniędzmi zrobić?! Włożyłem je do nesesera, zaniosłem do piwnicy, włożyłem między graty budowlane. Zabezpieczyłem po swojemu i poszedłem na amfiteatr. Myślami cały czas byłem przy tych pieniądzach. Boże, żeby chociaż nie zginęły! Nie zginęły. Następnego dnia poszliśmy do BGŻ-u. Założyć konto, żebyśmy później mogli z tych pieniędzy sukcesywnie korzystać. Jednym z naszych pierwszych wydatków było zamówienie u miejscowego artysty pana Sieczki drewnianego modelu orła. Kosztował ok. 1 mln zł. Późniejsze wydatki były takie, że te wszystkie pieniądze z tacy to wszystko było mało. Ale jakoś podołaliśmy – wspomina po latach Karol Chajewski.

- Pamiętam też rozgrywki, gdzie ma stanąć ten pomnik. Nam by najbardziej pasowało, żeby stanął jak najbliżej miejsca historycznego. Dokładnie w tym samym miejscu nie mógł już stanąć, bo wybudowano prawą stronę gmachu urzędu wojewódzkiego, tę z mozaiką rycerza na koniu.

Władze miasta nie pozwoliły, by pomnik stanął przed tym budynkiem, tu, gdzie zegar słoneczny. - Nie, w żadnym wypadku, bo kiedy będziecie się gromadzić na te swoje uroczystości, to będziecie blokować ruch na ul. Świerczewskiego - usłyszeliśmy. Z miasta padła propozycja, żeby postawić pomnik Marszałka na skwerze przy PKP. Nie zgodziliśmy. Zaproponowałem skwer, ale przed gmachem partii. Przekornie powiedziałem, że kiedy będziemy odprawiać mszę świętą z okazji poświęcenia tego pomnika, to odprawimy ją na schodach gmachu partii, co stało się faktem, ale przy okazji poświęcenia kamienia węgielnego pod ten pomnik.

Księga Pamięci Gminy Siedlce

Trwałą rzeczą, która została po TMP, jest również - przetłumaczona za pieniądze Towarzystwa - Księga Pamięci Gminy Siedlce (hebr. Pinkas). Jeden egzemplarz tej publikacji, wydanej w Buenos Aires, ma w swoich zbiorach Miejska Biblioteka Publiczna w Siedlcach.

- Postanowiliśmy to przetłumaczyć na język polski i wprowadzić do obiegu historycznego. Była to jedna z pierwszych tego typu inicjatyw w Polsce. Teraz przoduje w nich Lublin. Tłumaczenia podjęli się specjaliści, znający jidysz z Żydowskiego Instytutu Historycznego. Przetłumaczyli 3/4 tej Księgi. Do dziś nie zostało to wydane. Trochę się wycofałem z tego wszystkiego. Wszedłem w związek małżeński, przyszły na świat dzieci itd. Maszynopis tłumaczenia jest dostępny w Archiwum Państwowym i w czytelni MBP - mówił Edward Kopówka.

- Muzeum w Treblince wkrótce przejdzie restrukturyzację. W planach mamy tłumaczenie lokalnych Ksiąg Pamięci i dokończenie tłumaczenia Księgi Pamięci Gminy Siedlce oraz wprowadzenie ich do obiegu historycznego. Dobrze by było, gdyby przetłumaczone ukazały się drukiem.

Być może Państwo nie wiecie, ale istnieje Ziomkostwo Żydów Siedlec w Izraelu. Zrzesza ok. 800 osób, będących 3. pokoleniem po Zagładzie. Jest też w Izraelu szkoła, której dyrektorką była osoba o siedleckich korzeniach. Raz do roku spotykają się w niej siedleccy Ziomkowie na święcie siedlczan.

Może pamiętacie Państwo, na ul. Czerwonego Krzyża w Siedlcach była bożnica rzezaków, później mieścił się w tym budynku skład meblowy. W tamtym roku przyjechał do mnie do Treblinki rabin Wajsblum. Jego ojciec i dziadek byli rabinami w tej bożnicy. Rabin Wajsblum przyjechał do Polski szukać ich śladów. Co ciekawe, wspólnota z ul. Czerwonego Krzyża przetrwała w Miami. Należy do niej od 30 do 60 (bo różnie to liczą) chłopaków chasydów. To bardzo ciekawa historia, która trwa do dzisiaj, a zaczęło się to wszystko w Towarzystwie - podsumował swoje wystąpienie E. Kopówka. (Ana)

* Organizacja pod nazwą Towarzystwo Miłośników Podlasia istnieje w Białej Podlaskiej od 1 sierpnia 1978.

Zostało Ci do przeczytania 0% artykułu

Aby przeczytać całość wyślij SMS-a na nr 70906 o treści "tekst". (Koszt sms-a 61gr z VAT)

Otrzymany kod zwrotny wpisz w polu poniżej (do wykorzystania trzy razy).

Usługa nie działa w sieci T-Mobile

Komentarze (0)

Komentarz został dodany

Twój komentarz będzie widoczny dopiero po zatwierdzeniu przez administratora

Dodanie komentarza wiąże się z akceptacją regulaminu

reklama
reklama
Advertisement